I po raz pięćtysięcznyczternasty w tej samej sprawie ląduję tutaj.

Zastanawiam się, jak to się dzieje, że zawsze daję sobie to zrobić. Uwierzyć. Że może ktoścośgdzieśkiedyśjakoś. Że nadinterpretuję słowa i gesty, które przecież mogą oznaczać po prostu czystą sympatię. Przecież może być po prostu miły, nie? A fakt, że jestem na to wrażliwa, że tego potrzebuję – och, jak bardzo takiego typu człowieka potrzeba mi w życiu! – to już tylko i wyłącznie moja sprawa.

Całe szczęście, że nie próbowałam w jakikolwiek sposób ingerować pomiędzy ich dwoje. I tak się dziwię, że ma dziewczyna tyle cierpliwości. Ale to prawdopodobnie nie pierwszy taki przypadek. Taki zawód.

I tylko tak mi niefajnie za każdym razem, kiedy muszę ominąć nasze „spotkania”. Bo czuję wtedy, że faktycznie coś mnie omija. Nie tylko szansa na to, by być lepszą.

D’you miss me?