„Po koleżeńsku…”

„Ja tak do kolegów nie piszę.”

 

Minął już jakiś miesiąc od tej rozmowy i muszę przyznać, że jest mi lżej. Bo wiem.

Normalności jednak nie ma. Normalnością było szukanie pretekstów do interakcji z nim. Ale to było mi po coś. A teraz? Po co? Nie unikam, ale raczej nie inicjuję. Tym bardziej teraz widzę asymetrię. Asymetrię relacji między nim a mną oraz asymetrię relacji ja-on a on-ona.

pms talking: no tak, kto szuka kontaktu z nabzdyczoną smutaską, kiedy tak łatwo rozmawiać, pogadać z happy i easy-going?

z litości już pomijam aparycję.

Może i jest tak, że TAM też jest „po koleżeńsku”. Może. Może i mają ze sobą dużo więcej wspólnego niż którekolwiek z nich ze mną. Może. Może nie ciśnie mnie tak bardzo, bo wiem, że mamy zupełnie inne cele w życiu i poglądy w wielu sprawach jednak też. I to tak zaporowo. Może.

Tylko naprawdę mi przykro, że cięcie odbyło się z tak chirurgiczną precyzją, tak bardzo na zero.

Mogliśmy to oboje poczuć wczoraj, kiedy był bardzo zaskoczony tym, że na ten moment nie idę na dół, nie będę z nim współpracować. Kiedy tydzień temu został przyłapany na tym, że je urodzinowe ciasto, które upiekłam, a nie wie, z jakiej okazji.

I trochę przykro, kiedy widzę, że tamta relacja wciąż kwitnie.

Why can’t I have it all?