Wreszcie, po miesiącach utyskiwań i tygodniach rozważań, ściągnęłam appkę do „poznawania ludzi”.

Mam ją od tygodnia, jakoś idzie, było nawet jedno spotkanie.

Zorientowałam się, że jednak bardzo jestem zamknięta na niektóre rzeczy. Bardzo rozważna. Rzadko szalona i wolna.

Z jednej strony libido mi wraca (yay!) i byłoby wspaniale wykorzystać fakt, że jestem sama w domu… jakiś tam chętny do towarzystwa jest. Jednorazówka, no bo jak.

Z drugiej, już czuję się w obowiązku bycia lojalną wobec tego już spotkanego. Nie mam większych złudzeń co do jego intencji, niemniej jednak – on „musiał” najpierw mnie spotkać i pogadać, nie? A tamtemu to bym tak od razu? WTF?

 

Serio? To nawet już seks bez zobowiązań i poczucia powinności jest poza moją strefą?

Przecież i tak nikogo nie obchodzi to, czy to robię, z kim, i jak dobrze go znam.

To moja sprawa, nie?

Ale czy ja na pewno dobrze bym się z tym czuła?

 

 

 

 

 

 

 

Przypadkowe nie-spotkania.

Ja w towarzystwie, druga strona też w towarzystwie (w dodatku takim, które ma szansę wiedzieć, kim jestem, a raczej byłam).

Siedziałam bezczynnie, przygwożdżona „greckością” sytuacji.

A tu nawet pomachać i się uśmiechnąć nie miałam okazji (bez kontaktu wzrokowego nidyrydy).

I co? To znaczy, że mam wyjebane? Że nie?

It’s good to see you’re having a good time. It’s really comforting.