joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 4.2013

I’ve always wanted only one thing.

Chyba dlatego, że nie wiem, kiedy coś takiego się powtórzy.

Żeby było tak, tak naturalnie. To było chyba w tym wszystkim najlepsze. And the timing was right…

Tak, zdecydowanie. CHCĘ POWTÓRKI. Jeśli nie wcześniej, niech przynajmniej będzie na najbliższych urodzinach, które mogą być najszybszą okazją do kolejnego spędzonego wspólnie wieczoru. Czyli jeszcze miesiąc…

Co do M… przykro mi. Oficjalna wersja jest taka, że niczego nie wiem – nawet jeśli coś widzę. Ale co poradzę. Nie da się kogoś zmusić do takich rzeczy. Ja tam naprawdę nie widziałam zainteresowania. (Że widzieć nie chciałam to też prawda).

Trzeba tylko uważać na ogień, bo podobieństwa są naprawdę… no, są. Więc – kontrola, pełna kontrola.

 

A teraz wycieraj policzki, przecież doskonale się wyłgałaś.

Po trzech dniach długich i intensywnych godzin w pracy idziesz po meczu z kumpelą do pubu na piwo. Zostajecie na dwóch. Odprowadzasz ją na przystanek, z którego też za wciąż przedłużające się 10 minut masz transport do łóżeczka. Nagle dostajesz smsa. Jesteś tak nim skołowana, że dzwonisz i pytasz autorki, co masz robić. Autorka powtarza to, co usłyszała, a Ty nie możesz się oprzeć słodkiej myśli, że on Cię tam chce. Więc jedziesz, w końcu daleko nie masz, zmęczenie też jeszcze nie bierze góry, a przecież zawsze możesz szybko wyjść, w końcu większość to dalecy znajomi, jeśli w ogóle. Nie przejmujesz się nawet tym, że wyglądasz, jakbyś ostatnio widziała sukienkę czy dekolt 10 lat temu, w niezbyt już czystych włosach uwiązanych w koka, z resztką tuszu na rzęsach i zwykłej bluzie-kangurce.

Dojeżdżasz, witasz się, opierdalając za tak nieosobiste zaproszenie i siadasz, w oczekiwaniu na to, co przyniesie wieczór. Kiedy udaje się w końcu zamienić słowo, on wspomina o tym jednym momencie sprzed dwóch tygodni… i zostaje uratowany przez dzwoniący telefon. Jakiś czas później wypiłaś już swoje piwo i dalej nic się nie dzieje – a on dalej nie wygląda, jakby zamierzał podbijać parkiet – zaczynasz się zbierać, bo przecież późno, jesteś zmęczona, bo nie możesz się do niego przebić (pomysłów brak…!). I w tym momencie następuje punkt zwrotny: nie możesz znaleźć swojego płaszcza.
Więc zostajesz.
Zostajesz do zamknięcia z resztą ekipy, bawiąc się naprawdę dobrze.
Tańczysz z nim do piosenek, które źle jest tańczyć w parze, ale to przecież nieważne. W tańcu ZNOWU nawiązuje do tego momentu sprzed dwóch tygodni. Tym razem nie ma ratunku, ale i tak wytrącam mu broń z ręki.
I w następnych tańcach, już grupowych, jest tuż obok.
A kiedy z pozostałą dziewiątką dogorywasz przed szóstą rano w kolejnym pubie, zastanawiając się z kumpelą na głos, gdzie powinnaś udać się na nocowanie, w związku z zaginionymi razem z płaszczem kluczami, dochodzą dwie dodatkowe opcje, spośród współdogorywających.
I wybierasz tą z większym potencjałem.
I gdy po szybkim prysznicu kładziesz się w jego koszulce oraz swych spodniach (ach, te nieogolone nogi…) obok niego w łóżku, myślisz sobie, że przynajmniej jesteś tutaj i masz możliwość spędzenia z nim odrobiny czasu sam na sam.
Więc zamykasz oczy i próbujesz ułożyć się wygodnie na połówce niezbyt szerokiego łóżka.
I gdy za którymś razem przewracasz się na bok, a on idzie w Twoje ślady, lekko się przysuwa i obejmuje w talii, wiesz już, że nie tego się spodziewałaś, kiedy dobę wcześniej wychodziłaś z domu do pracy.


  • RSS