joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 1.2011

Robiąc pewne założenia, można by stwierdzić, że go skrzywdziłam. Gdyby podszedł do mnie z wyrzutem na twarzy i pytaniem w oczach, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Czego chciałam? Uwagi? Pieszczot? Romansu? Czegoś na dłużej? Po prostu sprawdzałam potencjał? Trailer nie skusił mnie na film, a wiem przecież, że zapowiedzi potrafią spowodować dreszcze biegnące po plecach. Wiecznie wracam do jednego filmu, punktu odniesienia. Szkoła uwodzenia. Luźna adaptacja, fantastyczna muzyka, czarujący główny aktor i tylko koniec pozornie nie pasuje – jednak nadaje filmowi dokładnie to, czego potrzebuje i w rezultacie epilog jest strzałem w dziesiątkę.
Trochę mi do Anette brakuje – przede wszystkim tego kabrioleta, w którym wiatr rozwiewa moje (przecież już nie) blond włosy. Ale ciąg dalszy w domyśle dawałby jej przecież szansę na powtórkę – w końcu to taka fajna dziewczyna! Tylko szkoda, że równie fajnych ryb w morzu pływa tak niewiele… a właściwie, to nie jest ich mało, ale byle szprotką się przecież nie zadowoli.

No dobra, jestem koszmarnie wybredna, jednakże chciałabym zauważyć, że mogę na stół wyłożyć naprawdę sporo. Do zamiecenia pod dywan też się znajdzie trochę rzeczy, no ale. Sęk w tym, że jedna ze stron nie jest w stanie się przebić przez dwie wcale nie tak istotne  – a już na pewno nie nieusuwalne! – warstwy. Zawsze jednak czuję w sobie te minusy, w głowie te ludziki mi szepcą i chichrają się przy kuflu piwa na diabelnie wygodnej kanapie i ani myślą się wynosić.
Też dziwne, że w liceum te same dwie rzeczy w niczym mi nie przeszkadzały – a liceum to były b. owocne czasy, a przynajmniej tak je wspominam. Może to też kwestia tego, że w przedsionku do pokoju nr 22 całe mnóstwo znajomych już ma rączki związane, a jeśli nie, to gładko przechodzi z rączki do rączki. A ja – chociaż staram się tego unikać jak ognia i pająków – porównując się do nich, jestem… kurde, nawet nie wiem, czy to zakrawa na podstawówkę. Zupełnie, jakbym nie zdała z jakiegoś przedmiotu – zapewne jeszcze w zerówce – a teraz ciągnie się to za mną i ciągnie. I weź tu rusz z miejsca, wyjdź poza ramkę, kiedy przybiera ona postać okręgu i w którą stronę nie spojrzysz, wychodzi na to samo.
Nie mam doświadczenia, bo z nikim nie byłam i boję się być, bo nie mam doświadczenia!

A przecież im dalej w las, tym więcej grzybków, a żeby spotkać takiego Miśka to… no, nawet nie wiem, co trzeba zrobić.

Przydałby mi się jeden człowiek, na którego mogłabym liczyć, tak „na 100%”.


  • RSS