joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 5.2009

Powoli mówię o paskudnych momentach.
Następnie podlegają one komentarzowi, później dyskusji, a na koniec dnia przemyśleniu i łamaniu sobie serca na nowo. Zupełnie niepotrzebnie, bo przecież ułożonych w pewnym porządku książek na półce nie rozpieprza się ni stąd ni zowąd. Przepraszam, tak cholernie mi przykro, jeśli rzeczywiście na pre-początku oboje oceniliśmy się prawidłowo.

Uczelnia, uczelnia, trochę dziewczyny, trochę Juwenalia. B. miło, ale miejsce zaklepane. Zawsze zewnętrze robi coś z wewnętrznego niczego. Mimo to powtórzę – no ale jak? :D Jeśli tak, to niestety nie zazdroszczę. Ja bym nie była spokojna. Niebezpieczeństwo czai się nie tylko na drugim końcu stołu. Bądź co bądź, piszą o nas książkę. Ale nie żebym się spodziewała hiszpańskiej inkwizycji…

cóż, nie wyskoczyli

Nie tak.
Zdecydowanie dużo „nie”.

Święta były straszne, nawet podwójnie. Bardzo w środku. Na zewnątrz tylko woda. Patrzysz w ścianę, a ściana za okno, wystawia się do słońca. Nie powiesz za niego, bo do cholery nie możesz go wyręczać, ale jednocześnie czujesz się zdrajcą. Dziesiątki niespodzianek z kamienną twarzą.
Jedyny plan przedletni upadł. Pozbywamy się balastu.

Dyktatorom niech będą dzięki za oversize’y. GaGa ma rację – trzeba zakrywać. Niech widać będzie tylko rozpromiennik, zamiast „z”, „s” i „r”.

„Ja nie mam siły, by być całym twoim światem!”, krzyczy Izka. I jasne.

Jest czarno. I gorzko.
Jak cudownie gorzko, że i tak wszystko już było.

Yeah yeah yeahs Runaway, Bloc party Signs.


  • RSS