Napisałam.

Zaczęłam studentowanie, bla bla bla. Ludzie integratywni, niekiedy onieśmielający. Jeszcze się wyczuwamy. Z K i P obczajamy lokalne jadłodajnie i kawiarnie, a resztą grupy – puby. Jestem głównodowodząca, bo jedna z naprawdę niewielu z Wro.
We wszystkich budynkach, na chodnikach znajome twarze. Zawsze to więcej ludzi, do których można się uśmiechnąć. Prócz tego, dużo ciasteczek. Taki University of Cookies.

Zabawne, że ludzie sobie żyją bez nerki, bez ręki, nogi, czasem bez serca czy mózgu, a bez człowieka już nie potrafią. Takiego oswojonego człowieka. Dobra, może nie tyle „nie potrafią”, co… po prostu jest inaczej. Co zabawniejsze, nie potrafiłam niczego powiedzieć od jakiegoś czasu, nawet gdy miałam szansę. Brakło i słów, i jakiejkolwiek pewności ich prawdziwości. Więc nie mówiłam nic. Zrobiłam tylko to jedno, żeby nigdy nie pluć sobie w brodę, że nie.
No i nie, żebym się czegokolwiek spodziewała. Przecież mówiłam, że nie wierzę. Że wiem, że nie. Nadzieja? Może po prostu chciałabym.

♪ Snow Patrol Eyes open (cd), Edyta Bartosiewicz Niewinność