Obiecałam sobie parę tygodni temu, że nową notkę napiszę dopiero, gdy odpowiem Tobiemu na maila. Czeka od siedmiu tygodni, a ja pomimo ogromnej tęsknoty za niemieckim, nie potrafię wydusić z siebie ani słowa.
Najwięcej wychodzi mi oczami.

Wydaje mi się, że jedną z ważniejszych cech osoby dorosłej jest samodzielność. Załatwianie przeróżnych spraw samemu, bez pośrednictwa czy pomocy BF. A im więcej spraw, tym bardziej samemu trzeba je załatwiać. I tym bardziej sam się człowiek staje.
Nie pracuję od początku sierpnia. Strasznie tego żałuję. Nie żebym stała się pracoholikiem, nie. Po prostu myślałam, że sierpień inaczej się ułoży. Zupełnie inaczej. Że upłynie na tropieniu ofert last minute, hodowaniu raka skóry, szalonych wypadach na miasto, plotkowaniu i ogólnie wszystkich tych małych-dużych czynnościach, które sprawiają że jakoś się czuję. Szczęśliwa. Potrzebna. Pełna nadziei.
Tylko… jak to się stało, że last minute nie wypaliło, Hiszpania nie odpowiada, słońce się chowa, a „wypadać” i plotkować nie ma z kim?
Od kiedy to A. jest w Szkocji, druga A. w Gdyni, M. w Bystrzycy, a ja jedyna* tkwię we Wrocławiu, przed komputerem, oglądając trzeci sezon SYTYCD?
Czy od czasu, kiedy jeszcze w czerwcu z mojej komórki skasowały się wszystkie, tak kochane przeze mnie smsy, ten telefon stał się nieodpowiadalny?
Jak to możliwe, że to lato AŻ TAK się spieprzyło?
I dlaczego te wsystkie negatywy mnie nie motywują? Tylko pogrążają, sprawiają, że czuję się bezsilna i kompletnie pozbawiona chęci do życia i walki?
I nawet cztery godziny w pociągu i drugie cztery spędzone z M. nie pomogły na długo.
Brakuje mi ludzi. Zawsze byli gdzieś wokół mnie i chcieli przy mnie być. Bez nich jak bez nogi czy bez błędnika – tracę równowagę. I sama nie potrafię jej sobie przywrócić.

* Podobno jeszcze J. jest we Wro. Doszły mnie takie plotki, ale ja sama nie wiem, nie widziałam od miesięcy. Nawet Jej mi zaczęło brakować.

♪ Stereophonics Rainbows and pots of gold, Slow Train Trail of dawn, Justin Timberlake Futuresex/Lovesounds (cd)