joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 3.2008


(jakaś francuska knajpka przy Rynku, obraz, oczywiście Van Gogh :))

Horoskopy mnie straszą. Obiecują wszystko to, co chciałabym zawsze, tylko nie teraz i nie w tym układzie.
Na szczęście, jak w wiadomo, współczynnik sprawdzalności a jest tak niewielki, że nawet przy wysokim poziomie zbiegów okoliczności,
a także niejednej substancji we krwi, nadal  a~0. Więc śpię spokojnie.
Mimo to, lekturę „Metro” prawie zawsze zaczynam od tego. W końcu muszę wiedzieć, „co mnie dzisiaj czeka”.

Mmm… włączyło się ukochane „Mr Brightside”

Omal nie spowodowałam dzisiaj stłuczki. I to jadąc tramwajem – a to już cud! ^^
Otóż – tramwaj stał na światłach, a ja dokładnie naprzeciw drzwi. Obok zatrzymał się samochód. Kierowca – młody i niebrzydki ;) -
spojrzał w mą stronę. Zauważywszy uśmiech na mej twarzy, spoglądał dalej. Gdy ruszyliśmy i ponownie się zrównaliśmy, ponownie
zwrócił głowę w moją stronę i zapomniał, że na drodze są inne samochody, toteż stuknął ten znajdujący się przed nim (a ten
następny ‚^^).
Joaa femme fatale? Mężczyźni, strzeżcie się! ^^

[Czytam (w końcu) „Niebezpieczne związki”. Prawdziwy diamencik. Wicehrabia de Valmont i Markiza de Merteuil (ej, jak to się czyta?! :D)
chyba zostaną moimi mistrzami. A wtedy biada wam wszystkim
XD ]

Jeśli prawdą jest, że „głupi ma szczęście” i „za głupotę się płaci”, to biada mi. Mam wrażenie, że mam tyle szczęścia w życiu, że
mogłabym nim niejedną osobę obdarować.
Ale tak naprawdę, to chciałabym – jeśli gdzieś-tam jest ktoś tymczasowy, ale absolutnie zajebisty, przeznaczony dla mnie – aby był
Twój. Ja z drańmi jakoś sobie mimo wszystko radzę, a Tobie przydałby się ktoś taki… normalny. No i pamiętaj, że jeśli trafi się
następny idiota, to od razu napisz mu trzysta razy linijkę taką, że masz za sobą armię wściekłych przyjaciółek-feministek i antymaskulinistek,
które, jak tylko zrobi Ci coś złego, obiją mu mordę tak, że będą go zbierać i składać przez tydzień”
W dodatku „zarośnięte i bezbiuściaste” ^^
:*

No i słowo na koniec – nie warto definiować. Definicje mogą zniszczyć magię.

♪ Amy Winehouse Back to black, Aerosmith Nine lives (cd)

Myślicie, że nie piszę, bo się uczę do matury? Ta.
Na pewno, skoro 2,5 tygodnia temu moja mama wyjechała do sanatorium i (do czwartku…) mam lekko bardziej wolną chatę.
NA PEWNO się uczę. Wszyscy byśmy to robili.

W każdym razie.
Nie napiszę o tym, o czym chciałabym napisać, bo wiadomo.
Zresztą takie pseudo-małostki chyba tylko mi tkwią w głowie. Pseudo, bo mimo wszystko to jakieś kroki naprzód.

Druga sprawa – fajnie, że nie jestem już mniej niż powietrzem. Wierzyłam, że to da się odrobić.

Ostatnia niedziela ferii. Samo powietrze sprawiało, że uśmiech pojawiał się na twarzy. Miało w sobie ewidentne cząsteczki wiosny. Nie mogę się doczekać.
Nasza przyjaźń przechodzi do etapu naturalizmu. Nie zamieniłabym Was na nikogo innego. Za dobrze mi z Wami ;)
A oto pytanie: Kiedy ktoś sprawia, że jesteś szczęśliwy – skąd wiesz, że Ty też to sprawiasz?  [blah, trochę niestylistycznie. no trudno]

[edit]
Za często zapominam słodzić herbatę. A dywagacje wcale nie uspokajają.
Wyścig do łóżka? I’m out. Nie chce mi się. Poza tym, M, masz rację. Zaufanie. Na siłę nie będę. Będzie samo.

Szukam nowych dźwięków. Rootsi nie dla mnie. Warholsi… może. Sprawdzam Yellowcard.
♪ Yellowcard Breathing, Basement Jaxxx Good luck


  • RSS