joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 6.2007

Co pomogło?
Dużo dużo zakupów i Ania Dąbrowska.
Widzicie? Potrafię sobie poradzić. Ha.

A teraz – niczym 11′latka (bez obrazy ;)) – przedstawię wszystkie ‚znaki’, które przepowiadały mi koniec.
1. horoskop z Gwiazdy mówią…
Otóż gwiazdy powiedziały, że w owym tygodniu „pewniaki zawiodą”. Jednym z pewniaków była 4 z historii, drugim był on.
Brawo, raz horoskop się sprawdził! ^^
2. sen
No, po prostu śniło mi się, że słowami: „to wszystko chyba nie ma sensu. Lepiej dajmy sobie spokój” zakończył.
No cóż, słowa były inne, ale sens ten sam.
3. jego opis owego dnia
„To może być najgorsza decyzja w moim życiu”
No wyobraźcie sobie, po takim śnie na widok tego opisu. Od razu nie chce się jeść, prawda?
4. jego zachowanie o.d.
Żadnego pocałunku, objęcia, etc. W dodatku, gdy zeszłam do niego, palił papierosa. No i nie patrzył na mnie podczas rozmowy.
I „ranił” mnie kolcem z jakiegoś drzewa.
5. wróżba kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje
CAŁY CZAS wychodziło mi żartuje bądź nie dba. A robiłam ją przy nim.

No i co, i co?
Czy to dziwne, że tamtego dnia chodziłam tak struta?

No, ale koniec tego tematu (no, powiedzmy).
Życie ostatnio mi sprawia małe niespodzianki.
Na przykład, w niedzielę weszłyśmy do Ferio po… khym khym… małe zakupy ;) Tuż przed nami do samu weszli… pani Gosia z panem Radkiem ^^ Przez 15 minut nie mogłam przestać się śmiać.
(Mały PeeS: miałam zrezygnować z tańców, ale tego nie zrobię. Skończylibyście z tym, gdybyście wiedzieli, że jest planowany występ w którymś z wrocławskich teatrów? Może nawet mym ukochanym Capitolu? No właśnie.)
A wczoraj z cyklu W McDonald’s spotkajmy się pierwszymi osobami, które ujrzałam po wejściu byli oni. On z nową ją.
Poza 3-minutową rozmową przez telefon z M. w Macowym kiblu i paru przekleństw, obyło się nieźle. No, ale przecież wiedziałam, że kiedyś będę musiała ich spotkać. W końcu ona gdzieś tu mieszka.

A tak poza tym, to nic ciekawego się nie dzieje. Przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo ;)

W piątek było wspaniale (Ala, ładne foto).
W sobotę było nieźle.
W niedzielę…
Coś się skończyło.
Siedziałam i płakałam.
Stałam i płakałam.
Chodziłam i płakałam.
Leżałam i płakałam.
I nadal mi się chce.

Dawno tak nie było.

Nadal nie rozumiem argumentów, ale to i tak nie ma znaczenia.

Ja nikogo nie akceptuję w 100%. (A już na pewno nie siebie). Nie oczekujcie tego ode mnie. Zresztą, nawet będąc zakochana, nie mam klapek na oczach.

SP_A2059.jpgSP_A2041.jpg

Od ponad czterech godzin nie płakałam. Hura


  • RSS