joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 11.2006

Dźwięki piosenek z lat 90. wywowłują u mnie takie swoiste poczucie bezpieczeństwa. Wiecie – wspomnienia. Kiedy to w piątkowy wieczór siedzisz w kuchni na podłodze ze szklanką herbaty i książką w ręce, a z głośnika leci LP Trójki. Za oknem deszcz, wiatr, ale wcale tego nie czujesz, gdy masz przy sobie kaloryfer.
Weekend trwa trzy razy dłużej i wcale nie musisz wyrzucać sobie, że się nie uczysz. I albo coś robisz, gdzieś wychodzisz, albo nie. Nie ma tego uczucia, że wręcz musisz to zrobić, zabawić się, żeby weekend uznać za udany.
Wcale w piątek Ci się nie chce wychodzić z domu. Nie ciągnie Cię na zewnątrz, do ludzi.
I z drugiej strony, nie denerwują Cię oni. Nie jest tak, że chcesz, żeby pisali, a jak już to zrobią, denerwuje Cię to.

Mam nadzieję, że nie dramatyzuję zbytnio. Nie cierpię tego u innych, ale u mnie też to denerwuje.

Miarą szaleństwa jest to, co jesteś w stanie zrobić dla czegoś/kogoś, co/kogo kochasz.
Potrafię wstać o 5 rano. Przecież nie mogłabym odpuścić :)

Chcę znowu zacząć. Od czwartku. Nie napiszę, że „od jutra”, bo to takie typowe dla rzeczy, których wcale nie masz zamiaru robić długo. A ja chcę zacząć i wytrwać.
Poćwiczyć nad wytrwałością i konsekwencją.

MPK leci sobie w kulki. Stoję 20 minut na PKP. Autobusy nie jeżdżą. A jak już jakiś niedobitek się zjawi, pęka w szwach. What the hell is going on??

♪ Shakira, Santana Illegal, Beck Loser

Promiscuous

3 komentarzy

Powoli już przestaję dawać sobie radę ze swoim „życiem”.

(Dół, dół, dół, pms)

Czas, kasa, chłopak.

(Dejb, zazdroszczę :* )

Praca szkoła śmierć, zaraz wpadnę w szał
Obrzydliwy dzień, nie wytrzymam tak
Czuję się jak śmierć, jak nic, jak nikt, bez szans
Jestem jakoś tak, jak coś na prąd

♪ Myslovitz Alexander (po raz drugi)

A więc nastał listopad. Miesiąc, którego nie znoszę. Bo co w nim lubić? To, że coraz zimniej? To, że coraz ciemniej, gdy wracam do domu? Czy to, że wszystko, co jeszcze nie tak dawno było zielone, albo spada, albo brunatnieje?
I do tego sama nazwa „listopad” brzmi tak smutno.
(Na kalendarzu czarno-białe zdjęcie Justina T.)

Ach, Romuś, Romuś… Jaki Ty kreatywny jesteś! Widać, że starasz się uczciwie zapracować na swoją dietę. To się chwali.
Ale pomysły mógłbyś mieć lepsze i mógłbyś też zacząć widzieć, co naprawdę jest potrzebne, a nie co Ci się wydaje.

W szkole jakoś idzie (tzn.: po zebraniu szlabanu nie było), b. poważnie zastanawiam się nad zmianą fakultetów. Czy jednak nie zdemonizowałam sobie tej biologii na tyle, by nie móc jej zdać. Przecież nie może być AŻ tak trudna.

Na tańcach też nieźle. W przyszłym miesiącu występ. Uuu. Już się trochę tremuję :P

Ja za tobą z tęsknoty choruję
chociaż jesteś – wstyd powiedzieć -
facetem

Choruję na brak czasu na życie.

♪ nadal tylko Metro


  • RSS