joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 9.2006

Jest źle.
Mi.

Zimnosuczyzm wcale nie wyłącza emocji, nie uodparnia na ból. Pozwala tylko ukryć smutek/złość/rozczarowanie/etc i zachować satysfakcję, że „oni tego nie widzą”.

Ale boli tak samo.

Doprawdy, skarbie, szmacisz się

Samotnie mi. Nie tylko w sieci.

(i przeklinać mi się chce)

Wymiana udała się znakomicie.
Mnóstwo wyjść, spotkań, śmiechu, szprechania.
Wspaniała wycieczka nach Krakau i do Wieliczki.
Tim malujący sobie paznokcie, płacz pod pomnikiem przy UJ (a także na dziedzińcu kurii biskupiej), brzuszki na wyłączenie myślenia, „przemowa” do mikrofonu przed całym autokarem, planowanie przebudowy Wawelu oraz jego sprzedaży za jedyne 0,99zł, lizanie podłogi w kopalni, picie Stronga 125 metrów pod ziemią oraz długa i wyczerpująca walka o kartę do telefonu.
Popełniałam mnóstwo paradoksów i rzeczy głupich. I to z woli własnej, nieokraszonej procentami. Bardzo łatwo łapałam też humor zły bądź smutny. Nadwrażliwość łapię chyba.

Szkoda, że już wyjechali. Na szczęście kwiecień już niedługo (w końcu zobaczę Berlin!).

I nadal mi smutno. Nieustannie niemalże.
(i tak strasznie nie chce mi się nadrabiać lekcji…)

and it’s the stars, the stars, that lie to you

♪ N.Furtado Promiscuous, Stone Sour Through glass (Dejb, wiesz, że już to słyszałam gdzieś? Strasznie mi się spodobało :):* ), M. Do utraty tchu i Uciekinier

Powrót do szkoły udał się wspaniale.
Wieczór przed – jeszcze lepiej (choć okupiony i wyrzutami sumienia, i ogromnym smutkiem).
Wieczór i noc jeszcze wcześniej – do wymazania i zapamiętania wniosków.
Znów co rano dojeżdżam autobusem i tramwajem, ze słuchawkami w uszach, a do szkoły wchodzę obładowana gazetami i ulotkami. Znowu pierwszy kontakt z ludźmi, pierwsze „cześć” dodaje mi energii po jakże apatycznym poranku. Znów na przerwach siedzimy na dworze – póki ciepło – a na lekcjach z różnych powodów wybuchamy śmiechem. (I znowu marudzimy na germanistkę – bo nową mamy).
Ale jednak się zmieniło.
Mam ochotę siedzieć w okularach przeciwsłonecznych, byleby tylko nie było widać tego, jak smutna jestem i móc spokojnie patrzeć na świat zza tej „otoczki ochronnej”, nie przejmując się tym, że (tu już fantazjuję) rozmazał mi się tusz, a w oczach widać łzy. Gdybym tylko była pewna, że przez cały czas nie widać moich oczu..
Drugą nową rzeczą jest to, że zaczynam widzieć coś w tych wierszach, które analizujemy i interpretujemy na polskim. Byłam już nawet pytana, więc chwilowo mam spokój i tego się uczyć nie muszę.
A w czwartek zaczynam wymianę. Jak wytrzymam, pojęcia nie mam (z dwóch powodów).
Rzeczy stare?
Hmmm…
Malutka powtórka sprzed dwóch lat, dokonana dwukrotnie, z czego raz „owocnie”.
Nadal się wściekam strasznie i przeklinam na ulicy. (Ale to tylko wtedy, gdy mam „napady”. I tak często).

Nie chciałabym umrzeć z zazdrości

♪ M. Deszcz


  • RSS