joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 6.2006

W poniedziałek jest w szkole rada, my z klasą idziemy do parku, więc mogę pozwolić sobie na przedstawienie swoich wyników pracy w pierwszym roku w liceum.
matematyka: bdb (normalka)
fizyka: db (cud)
chemia: db (wielka niesprawiedliwość)
geografia: db (powiedzmy, że zasłużona)
biologia: dost (zdana cudem :D )
technologie informacyjne: dost (kolejna niesprawiedliwość)
wiedza o kulturze: bdb (cud, ale zasłużona)
przysposobienie obronne: db (musiałam przez godzinę siedzieć przodem do godła, żeby ją dostać :D )
wychowanie fizyczne: bdb (noo, chyba za zaangażowanie)
język polski: db (cud, opłacona prawieże-łzami)
język niemiecki: bdb (niezasłużona, ale b. przyjemna)
język angielski: bdb (hehehehe)
historia: db (kolejna opłacona łzami, a także drżącymi rękami i paniką; ale b.b. zasłużona)

A od początku tego tygodnia jakbym do wielkiego doła wpadła. Podły nastrój, muzyki ukochanej słuchać się nie da, a już tym bardziej po sobie pokazać, że coś jest nie tak. I tylko myśli „jaka to ja głupia jestem!”, „świat jest do dupy”, „co ja będę robić”, a także „co ja robię”.
I tak przez cztery dni.
Ale wczoraj…
Z rana basen. Spaliłam nogi i ramiona (typowe), mimo użycia mleczka anty. Ale porządnie sobie popływałam i się wymęczyłam. Bosko :)
W drodze powrotnej w autobusie spotkanie z kochaną moją B. Zaskoczenie, bo przecież mieszka w Trzebnicy, a nie we Wrocławiu ;)
Później spotkanie – to już celowe ;) – z Marcinem. Też b.b.b. miło. Fajnie się rozmawiało po prostu, tak normalnie :)
Po powrocie do domu pokusa, której uległam, a która wymagała pewnej dozy odwagi – przynajmniej według J :P
A później burza. Pierwszy raz w życiu chyba przyniosła mi taką ulgę. I tak długi uśmiech na twarzy… :)

♪ Myslovitz Nocnym pociągiem aż do końca świata i ukochany już Alexander, a także Garbage I’m only happy when it rains

Od tygodnia męczy mnie angina. Męczy, bo nie znoszę być chora. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie mogę pozwolić sobie na odpuszczenie tygodnia w szkole. Zresztą, nawet nie chciałabym.
Czerwiec rozpoczęty. Pogoda to ignoruje. Źle, bo zimno. Ale Ktoś zaproponował, że rozgrzeje. Miłe. No i flirtujemy.
(A z K. sprawa skończona. Udało się.)
Ocenili nas ołówkiem. Najlepsze zdobycze? 4 z polskiego i geografii, 5 z angielskiego i matematyki (zawsze cieszą :)) i szansa na 5 z WoK’u (totalne zaskoczenie; okazuje się, że orientuję się nieco w sztuce). Najgorzej z biologią (2/3!!!), fizyką (3+…) i t.i. (3, choć wychodzi 4). A najgorsze jest to, że mi naprawdę zależy. Przecież dla mnie dost. to w dalszym ciągu ocena niedostatecznie dobra, zarezerwowana ‚dla tych z niższej półki’. (Tak, liceum to okres gorzkich rozczarowań).

Nie dbam o siebie znów. Nie jem kolacji, nie wysypiam się (dzisiaj – 4h), w pokoju nie sprzątałam porządnie od łohoho, maseczkę ostatnio robiłam sobie jeszcze dawniej.
Niech ktoś mnie kopnie w dupę i tym sposobem przestawi moją aktywność z wieczorno-nocnej na wczesno-popołudniową. Wtedy wcześniej bym się uczyła, wcześniej ćwiczyła i wcześniej kładła spać. Nie miałabym w autobusie miny pt. „odejdź, bo umrzesz”.
Ale nie.
Największą aktywność intelekutalną mam po 21. Ćwiczę koło północy. Później jeszcze odrobinę czytam i w efekcie kładę się spać, gdy gaśnie Ratusz (mam na to idealny widok). A rano stoję ze słuchawkami na uszach, a wzrok mój obojętnie prześlizguje się z jednej obcej twarzy na drugą lub zahacza o drzewa, budynki i samochody.
Zabawne jest to, że ‚jasność umysłu’ odzyskuję wraz z pierwszymi napotkanymi znajomymi, z którymi mogę chwilę porozmawiać. Wtedy też zazwyczaj pojawia się pierwszy uśmiech.

Kładę się już; dzisiaj Ratusz zgaśnie beze mnie.

♪ (to samo) + Pearl Jam Light years i Pink Floyd Wish you were here


  • RSS