joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 5.2006

M jak Miłość?
Blah. W życiu. Jedna randka. On wniebowzięty, uważa mnie za swą dziewczynę (?!!!!!), ja okomplementowana i rozdarta. Właściwie to nie rozdarta. Po prostu jeszcze nie wiem, jak to skończyć.

M jak Miło jest się do kogoś przytulić
Oj, bardzo. A już zwłaszcza, kiedy ten ktoś cię kręci. Nawet jeśli tylko troszkę i nie wiadomo, czemu. Mrrr.

M jak Myslovitz
Piątek wieczór, Pola Marsowe, Juvenalia. Myslovitz. Na żywo. Endorfiny na ‚niebezpiecznym’ poziomie, krople deszczu na twarzy. Gardło boli, kolana się uginają, ale trudno przestać. Kocham ich całym sercem. Teraz już całym ;)

Czekolady mi się chce.

♪ (guess what? :P )

„Hi way” uważam za film, który nie wykorzystał w pełni swojego potencjału. Gdyby tylko zmienił nieco humor na trochę mniej absurdalny, a bardziej… taki ‚ciekawy’, myślę, że byłby naprawdę niezły. Ale ta absurdalność to przecież wizytówka Mumio.

Sobotnia osiemnastka okazała się całkiem niezłą zabawą. Z nieco mniej ‚niezłymi’ konsekwencjami. Otóż: wiadomo, jak to jest – człowiek poznaje kogoś na imprezie, tańczy z tym kimś pół nocy, jak chce się to kontynuować – daje się numer i od czasu do czasu można pogadać.
Ja trafiłam na naprawdę fajnego człowieka, przyznaję. Tylko… on jakoś tak gorzej trafił – na mnie. Okazało się, że naprawdę bardzo cenię swoją niezależność. A te strzałki i sms’y od niego oraz rozmowy na gygy jakoś bardziej mnie w tym utwierdzają.
Albo ja po prostu tak barrrdzo nie lubię, kiedy „nie ma czego zdobywać”.

Pół wczorajszego wieczora we łzach. Jestem prawie pewna swych podejrzeń, dlatego. Przydałoby się skonsultować, ale to tak… „”poniżające”", że głupio i „”wstyd”".

♪ Sugababes Ace reject, Piotr Czajkowski Walc kwiatów, Jezioro łabędzie scena

Brad P. zniknął ze ściany, a to oznacza maj (i D. Beckhama).
Zieleń bije po oczach, deszcz po włosach, a gitary po uszach. W końcu pobili tego całego Guinnessa – w 1570 gitar nietrudno ;)

Piątkowe kino było rewelacyjne, chyba wszyscy od tego „Strasznego filmu 4″ będziemy tak zdrowi, że do końca roku nie zachorujemy ;)

Doskwiera mi jakaś taka beznadziejność. Kłótliwa jestem bardziej niż zwykle – zwł. w domu. Stada potrzebuję, bo niedaleko mi do kłótni z samą sobą. Czuję, że im starsza jestem, tym jakby mniej mogę – a w każdym razie na mniej otrzymuję pozwolenie.
A człowiek w moim wieku najbardziej potrzebuje chyba wolności, by móc nieco podelektować się życiem.

Ach, no i miłości mi brak. Dlatemu też stado jest potrzebne. By nie musieć o tym myśleć.

A po skończonych rozgrywkach PLSu jakoś tak nie ma po co wstawać wcześniej w weekendy

♪ D. Steward, C. Dufer Lily was here, Aimee Mann You could make a killing, Spice Girls 2 become 1, OST ‚Moulin Rouge’ El tango de Roxanne, OST ‚Amelie’


  • RSS