joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 4.2006

Hoodwinked

6 komentarzy

No i minęło. Szybko i przyjemnie.
U dziadków, u cioć, z kuzynami, z mumią, Jolą (po raz kolejny powtarzam – nienawidzę określenia: bratowa !) i braćmi. Oczywiście nie wszyscy naraz. Ale b. b. b. przyjemnie. Tak strasznie się za nimi wszystkimi stęskniłam.

Był też i czas dla znajomych. A to po święceniu koszyczka, w niedzielę wieczorem, lane popołudnie i dzisiejszy wieczór.
A propos poniedziałku.
Gdy tylko wstałam (już dwa razy oblana) tuż przed 13 naszło mnie na odrobinkę reminiscencji. Zaczęłam sie zastanawiać, co w te poniedziałki robiłam w poprzednich latach. Przypomniało mi się, jak właśnie parę lat temu na podwórku zrobiliśmy sobie lanie wody. Było świetnie, chyba z trzydzieścioro dzieciaków z jajami i spluwami na wodę. Tlenku wodoru użyczał nam pobliski warsztat samochodowy – bo nikomu nie chciało się latać do domu i tracić najlepszą zabawę.
Wszystko to byłoby super i całkiem normalne, gdyby nie to… że było to mniej więcej tydzień lub dwa przed świętami… :)

Dzisiaj i wczoraj wraz z A. (i nie tylko) odbyła się sesja nagraniowo-zdjęciowa. Użyte rekwizyty? Kajdanki, królik, papieros, łóżko, okulary, okno, czapeczka i „Bajo bongo” Shazzy (m.in.). Mnóstwo skakania, śpiewania, pozdrowień, szaleństwa, śmiechu i naprawdę dobrej zabawy :) Będziemy gwiazdami, mówię Wam! Jesteśmy stworzone do występowania przed kamerą ;)

Na fryzjera szanse marne, za to sezon ćwiczeniowy rozpoczęty. Motywacja? Latoooo :>

I nareszcie jest zielono! Czyż lajf nie jest bjutiful? :):):)

♪ Natasha Bedingfield Unwritten, Flabby & Melody Castellari Miss you all the time, Skunk anansie You’ll follow me down

Wiosny ciąg dalszy.

Sny miewam nie niecne, co, zważywszy na stopień zaawansowania wiosny, jest nieco zastanawiające. Może po prostu moja podświadomość (czy co-to-tam) daje znać o tym, że jej się podoba tak nieakceptowana przez resztę mnie ‚teoria wspólnotowców’. Ta, która tak mnie zirytowała na rekolekcjach w szkole.
Nieważne, że nie wiecie, o co chodzi.

Znowu kryzys w myśleniu. Wczoraj wyrwana do odpowiedzi na historii, nie poradziłabym sobie bez Gosi i Adama. (Jeszcze raz, dzięki! :) :* ) A tak, piękna czwóreczka wypełniła wreszcie lukę w dzienniku. I już nie muszę udawać, że jestem cały czas przygotowana ;)
Anyway, muszę w końcu znowu zacząć brać magnez. Przecież długo tak nie pociągnę. Powinnam też zakończyć już przerwę w ćwiczeniach i może też pójść do fryzjera. Tak w ogóle to powinnam bardzo dużo rzeczy – kupić, zrobić, NIE robić. Zwłaszcza to ostatnie.

Wstałam dzisiaj tuż przed dziesiątą, czyli stosunkowo wcześnie – jak na mnie i weekend. Włączyłam radio, otworzyłam okno na oścież i porządnie zaciągnęłam się wiosną. Od tamtej pory przez cały dzień towarzyszył mi uśmiech. Podczas śniadania, zakupów, wrzucania kartki świątecznej do skrzynki (jednej! ja przecież nigdy nie wysyłam kartek! :D ), a później podczas meczu (3:1 dla Skry, ha! :> ) oraz wyprawy po plakaty. Te z ogrodzenia przy budowie aquaparku :) Niestety, udało mi się tylko dorwać królika, KAN rwał się ciągle :(

Przyjemny dzień. Taki, w którym nie ma nic szczególnego i ważnego, ale przecież to tak naprawdę nie ma znaczenia, czy jest, czy nie.
Tak naprawdę to nic nie jest ważne. Nic. :)

Fraszki to wszytko, cokolwiek myślimy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czynimy.

♪ Sixpence non the richer Kiss me, Celia Cruz La vida es un carnaval, Raz dwa trzy Jutro możemy być szczęśliwi, Czy te oczy mogą kłamać, Policjanci w Atenach udają Greka

Wkurwia mnie to podejście wydawców. Na zysk, na zysk. Grają sobie na naszych uczuciach, bo „kasa będzie wielka”. Pogratulować skrupułów. Ale może kiedyś ja też będę zimną suką, która najbardziej dba o swoje konto.
W każdym razie mi nadal do oczu napływają łzy. Nie zawsze, ale jednak. Może ostatnio jestem przewrażliwiona.

Wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami, wiele spraw jakby „z górki”. Bosko. Nareszcie jakaś lepsza ocena z chemii (bdb+ :)), jak wstaję to już nie w nocy, zaczynam zmuszać mumię do zaplanowania tegorocznej kwiatowej „wystawy” na balkonie, a na kalendarzu z „Cosmo” w końcu strona z Bradem P.
Szkoła już nie wykańcza psychicznie. Może to przez świadomość, że gdzieś-tam leży schowany Vogue, który może mi w każdej chwili „pomóc”. Nie, żebym naprawdę miała ochotę, ale komfort jest.
Za to fizycznie leżę absolutnie. Bo znowu za mało jem. A to zapominam, a to nie ma czego, i waga leci w dół. Bó.

Mumia chce mnie na wakacje na jakiś kurs językowy wysłać. Do koleżanki do Anglii. Ja sama samolotem?! Marnie widzę. Ale Anglia… te sklepy, ten akcent… :D Kto wie, może jednak się uda.

Marcujemy się. Umc umc umc.
Nie dawaj nadziei, jeśli nie możesz dać nic więcej.

♪ Kombii Sen się spełni, Linkin Park Session


  • RSS