joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 3.2006

Śnieg, śnieg, śnieg. Pada i leży. I odczepić się nie chce. Desperat jeden. W ramach buntu na zeszytowych marginesach kwitną mi dziesiątki, setki kwiatków.
Padam ze zmęczenia. Wczoraj do późna „Die Ilse ist weg” – lektura na niemca. 5 godzin snu, rano jęk bólu – zakwasy po wuefie i opuchnięte oczy. Nerwówka na historii, bo przecież „nadal nie mam oceny z tamtej kartkówki” a „nic nie umiem, nie uczyłam się”. A powiedziała, że mam być cały czas przygotowana na lekcje. Nie chciałabym jej rozczarować i zostać złapana na tym, że notorycznie nie jestem. Luźny polski, bo z germanistką drugiej grupy, więc Kaśka edukuje nas o cechach baroku i najważniejszych malarzach, a ja opowiadam o swym 20-letnim bracie z mapą skarbów narysowaną na klacie. Sztuczny WOK, bo z panią Dyrektor, a zatem zajęcia wyjątkowo ciekawe; COŚ robimy. Nawet spać się nie chce – a to zakrawa na cud.
Po szkole pędem do domu, a po 15 minutach ponownie do autobusu. Karłowice – potworne zadupie, chyba wrocławski biegun zimna. I tylko jeden autobus w stronę centrum. Wow.
Intuicyjne poszukiwanie ulicy Koszarowej 3. UWr, Instytut Filozofii – Wszechnica filozoficzna. „Współczesna filozofia jedności”. Hahahahahaha. Powieki ciężkie po kilku minutach, myśli hen daleko, ale trzeba udawać, że się słucha – pan M., etyk, dwie ławki za nami, a przecież nie chcemy wypaść źle.
A udawanie mą mocną stroną. Wracałyśmy dzisiaj z K. i A. ze szkoły. A. opowiadał o czymś, co go chyba rano spotkało. W autobusie K. pyta, o czym on mówił. Nie miałam pojęcia. A tak ładnie udawałam zainteresowanie tymi „no co Ty?!”… Nonono. Naughty girl.

Gdzieś daleko stąd noc oddycha kolorami…

Znacie, dziewczyny, tą myśl, że mogłyście rano nie używać tuszu do rzęs, bo jesteście zbyt zmęczone, żeby go zmywać? Każdt wieczór. Każdy wieczór…

i tak czegoś brak

A dziś kładę się troszkę wcześniej, bo jutro wstać trzeba – mecz o 13. Jest z kim iść (D: :* ;) ) , a „marzyłam” o nim już od listopada. Zobaczę BOT SKRĘ na żywo. Ha.

Poprzedni tydzień był wyjątkowo lekki. Jeden sprawdzian – li i jedynie – i to z czytania ze zrozumieniem. Khm. No, nie jestem z tego zadowolona. Trudno, ale moooże kiedyś uda mi się złapać jakąś ładniejszą ocenę z polaka (heh).
Piątkowy wieczór zabójczy – a to dzięki trzem panom, którzy piwa mieli sporooo, więc było im wesoło. Mi również – ale ja się śmiałam z nich, krzyczałam na nich, patrzyłam jak tańcują itp. ;)
W sobotę siedząc u J. z A. denerwowałam się wynikiem nietransmitowanego w tv meczu Skra vs. Gwardia. Wiadomo, że kibicowałam Mistrzom… ale życzyłam Wrocławianom tego jednego seta ;)
(Właśnie się zorientowałam, że w środę Skra gra rewanż z Iraklisem :D W moje urodziny! Yaayy!! :)))
W niedzielę obudziłam się chora. Do dupy, bo nie znoszę tego.
Za to dzisiaj wracając ze szkoły usłyszałam w autobusie, że wyglądam na kokietkę. Tzn. podsłuchałam. B. trudno było się zorientować, że chodziło tym chłopakom (~19-20 lat?) o mnie. Zwł. w tym momencie, gdy któryś rzucił: „Patrzcie na tą w białej [w domyśle: beżowej] kurtce i glanach!”, a następnie odwrócili oni głowy i staksowali mnie wzrokiem. Uuu, to było dyskretne.

Chciałabym się zmienić. Wiele osób mnie postrzega jako taką fajną i w ogóle (nie będę się rozpisywać), podczas gdy ja wcale nie mam o sobie dobego zdania. Chyba, że to tylko dla siebie jestem taką jedzą. ;)

„Plotkary” mi się skończyły. Jeszcze tylko dorwę ósmą – „Nic nie zatrzyma mnie przy Tobie” – i skończę serię. Why, God? WHY?

[nowy szablon, więc nowa notka jest powinnością. co z tego, że o niczym?]

♪ The Cranberries Dreams, Texas Inner smile, Brodka On


  • RSS