joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 1.2006

Ferie minęły jak z bicza „trzasł”. Mnóstwo „wychodzeń” – w końcu musiałam podreperować nieco kontakty ze znajomymi. Myślę, że udało się to zwłaszcza z A. i J. – w ciągu tych dwóch tygodni spotykałyśmy się niemal codziennie, przy czym zjadłyśmy całą górę pizz ;)
Cudownie jest móc nadal kłaść się o drugiej w nocy, ale tym razem bez wyrzutów sumienia i przykrej świadomości, że trzeba się zerwać przed siódmą, a za to wstawać około dwunastej i mimo to mieć duuużo czasu na wszystko. Na przykład na oglądanie po raz kolejny rewelacyjnych przygód Asterixa albo na dokończenie książki Nicholasa Sparksa Kronika pewnej miłości znanej również jako Pamiętnik (aachh, film był cudowny :)) oraz rozpoczęcie Jest fantastycznie Agaty Passent. Wbrew pozorom – nie poradnika, czy czegoś o pozytywnym myśleniu, lecz zbioru felietonów. A że felietony uwielbiam, książkę już kończę ;) I to nawet dobrze, bo muszę się w empiku zaszyć na dłużej, by skończyć Plotkarę4 zanim wezmę się za Harry’ego Pottera i Chucka Norrisa. Yyy. To znaczy Księcia Półkrwi.

Mróz mi się znudził. A już zwłaszcza wracanie do domu (np. z kolejnej imprezy w Metropolis) kiedy jest minus-dwadzieścia-kilka stopni. Cholera, na to i dwa koce nie pomagają! Życzę sobie już kwiecień. Albo lepiej maj – mam słabość do późnej wiosny :) (jeszcze większą niż do lata i basenu na Wejherowskiej ;))

Po trzech latach pisania tutaj, w końcu zdałam sobie sprawę, że najlepiej przecież pisze się i czyta o miłości. Najciekawiej.
Więc póki co wychodzi na to, że nie mam o czym pisać. Zatem nie będę.
Chyba, że jednak zdarzy się COŚ. Albo zaczną mnie zżerać wyrzuty sumienia. Albo będę miała chcicę na pisanie ;)
A jak nie… to, moi drodzy, liczę na Was! Szukajcie mi kogoś! :D Marl, Mir, Aneczko, Ban… Dejb, też masz mój adres – jak znajdziesz Jakiegoś Fajnego, ślij! ;)

♪ The Cardigans For what it’s worth, Martyna Jakubowicz W domach z betonu, Skunk Anansie (wreszcie znalezione) Lately i przede wszystkim – Radio Roxy FM :D

W głowie pustka. Nie pisałam od 10 dni, jak na mnie normalka, ale czuję jakąś powinność, która skłania mnie do pisania. Więc będzie o niczym. I prawdopodobnie w miarę krótko.
Pierwsze dni nowego roku zleciały mi szybko i ogólnie nie-fajnie. Na szczęście im później, tym lepiej, więc zrobiło się całkiem do-wytrzymania.
I tak właściwie większość czasu teraz żyję swoim życiem wewnętrznym – jakoś bardziej interesujące mi się wydaje.
Na rozmyślania mnie bierze. I nie chce mi się na tańce chodzić – o dziwo. Zaczątki „załamania”? Za mało wpatrywania się w żarówki i inne substytuty słońca? Powiedzmy, że raczej rodzaj snu zimowego. Albo między-feriowego.
Przeczytałam Ala Makota dorasta. Siedemnastka. No prawie jak bym swoich rodziców ‚widziała’. Prawie, na szczęście.
Czytam dużo, bo komputer nadal mnie nie kręci, a w tv nic nie ma. Przyjaciół zdjęli, zabrali mi wszystkie vivy – i weź tu człowieku rusz pilota.
Ogólnie rzecz biorąc – nic się nie dzieje i mam nadzieję, że udało mi się to w tej oto notce oddać.

PS: Nie jestem typem femme fatale.


  • RSS