joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 12.2005

Święta minęły, miewałam lepsze, nie da się ukryć.
Tydzień ten trochę zaganiany, mnóstwo spraw do załatwienia.
Byłam w teatrze. W Capitolu. Uwielbiam ten budynek. Wygląda z zewnątrz jak takie amerykańskie kino, a gdy jesteś w środku, to jednak dziwisz się, że to teatr, i jak mało jest miejsca między rzędami – nie to, co w Heliosie ;) A sztuka była niezła. „Scat”. Jazzowanie zamiast słów, kiczowate stroje, piękne głosy aktorów. Naprawdę, kiedy wpadniecie w ‚depresję’ z powodu wokalistów-nie-umiejących-śpiewać bądź tych nie-posiadających-głosu, wybierzcie się do teatru muzycznego. Byłam pod wrażeniem, jak można tak ładnie i czysto śpiewać, nawet „góry”. Budujące.

Chciałam napisać coś typu podsumowanie roku, ale byłoby tego zbyt dużo. Rok był fantastyczny, mnóstwo rzeczy się działo i pozmieniało. Ważniejsze wnioski?
- najlepszy sposób, by ktoś zapomniał o problemach – wtajemniczyć go w swoje (nawet te całkiem zmyślone) i poprosić o radę/pomoc w rozwiązaniu
- jak cię widzą, tak cię piszą – więc uważaj, jaką cię widzą
- nigdy nie mów nigdy – zwłaszcza, gdy chodzi o twój gust
- uważaj na to, co sobie życzysz, bo może to się spełnić… ale w najmniej odpowiednim momencie i nie tak, jakbyś chciała
- nie pal mostów
- imprezy na plaży mogą być tak fajne, jak te w filmach ;)
- integrację lepiej rozpocząć już w pierwszej klasie, niż w trzeciej XD

Noworoczne postanowienia? Tylko jedno: kontynuować te sprzed dwóch lat ;)

Kilka minut przed dziesiątą weszłam do sali nr 21. Trochę spóźniona, z rozwianymi włosami, reklamówką pełną mandarynek, mokrą parasolką i w króciutkiej dżinsowej spódniczce. W sali byli już prawie wszyscy, i prawie wszyscy coś robili – ciągle łazili po sali, roznosząc ciasta, ciasteczka, paluszki, serwetki; przesuwając krzesła, zmieniając swoje miejsca, itp.
W końcu wstaliśmy wszyscy, aby pani O. mogła rozpocząć tą naszą wigilię jakimś króciutkim, niezbyt oficjalnym przemówieniem. Po kilku minutach uciszania wszystkich przez wszystkich – bo jakoś strasznie gadatliwi się zrobiliśmy – udało nam się w końcu „na trzy” wypić kwas chlebowy (fuj! :D) i rozpocząć składanie życzeń.
Trwało to chyba z pół godziny – nic dziwnego – 34 osoby… :D
Mi chyba z 10 minut zajęło ruszenie się z kąta, w którym stałam i gdzie dopadały mnie coraz to kolejne osoby.
Aż mi się serce ścisnęło, kiedy dorwałam Kaśkę S. i ona zaczęła nawijać życzenia. Powiedziała m.in. żebym się nie zmieniała, bo już jestem taka fajna i miła, i inteligentna, i… (tu następuje jeszcze całe mnóstwo innych superlatyw). Pomyślałam sobie, że wcale taka nie jestem i że wcale nie zasługuję na takie coś – zbyt wiele mam sobie do zarzucenia (proszę, proszę – skromność mi się włączyła!).
Zaliczyłam wszystkich, uściskałam, komplementowałam i wymyślałam na poczekaniu coraz to różniejsze życzenia, jednocześnie przy niektórych cały czas pozostając. Później wymknęłam się też do innych klas, żeby obskoczyć pozostałych znajomych.
Po tej półgodzinie w końcu zabraliśmy się do jedzenia i picia wszystkiego, co panoszyło się na pokrytych obrusami ławkach. A było tego całe mnóstwo – i nie wszystko zostało zjedzone. Nawet mimo tego, iż w pewnym momencie usiadłyśmy z Kają i powiedziałyśmy, że my się zajmiemy opróżnianiem stołu ;)
W każdym razie – ja się objadłam totalnie i do tej pory nie mam ochoty nawet patrzeć na żadne słodkości i na mandarynki :D

Jednakowoż uważam, że życzenia, które otrzymywałam, były wyjątkowo tendencyjne ;P

(A właśnie! Chcę zgłosić się do konkursu recytatorskiego! Tematem jest miłość, więc prościzna – znam całe mnóstwo takich wierszy ;) A mam zamiar mówić, oczywiście, Jasnorzewską. Tylko nie wiem, kogo drugiego. Zastanawiam się nad Osiecką, Tetmajerem i Staffem.)

Czego ja Wam życzę?
Wesołych, spokojnych Świąt?
Nie.
Zdrowia, szczęścia, pomyślności?
Nie.
Udanego Sylwestra?
Nie.

Ja Wam życzę, kochani, żebyście potrafili cieszyć się z byle czego, potrafili dostrzec miłość i piękno nawet tam, gdzie pozornie ich nie ma… i przede wszystkim poczuli Święta i nie traktowali ich jako długiego weekendu.
No to wesołych…! ;*

Zrobiłam to.
Od soboty jestem brunetką. Kolor, teoretycznie czekoladowy brąz, na moich włosach urozmaicony jest rudawymi, a nawet fioletowymi (!!) refleksami. Za te dwadzieścia kilka myć zejdzie, a wtedy pomyślę, co dalej. Ale na razie b.b. mi się podoba.

W tym tygodniu w szkole poczułam się w pewnym momencie… nielubiana. I samotna. Jestem jedną z tych osób, które nie mają stałego towarzystwa, czy „psiapsióły”, z którą siedzą zawsze i wszędzie. Co prawda, zawsze znajdzie się ktoś, do kogo się można doczepić, ale… to nie to. Niemniej, mam nadzieję, że jakoś to się jeszcze wyklaruje. Bądź co bądź, dopiero pierwszy semestr się kończy…

No właśnie, semestr się kończy i nastąpiło ołówkowe wystawianie ocen. Ja? 4 dostateczne. Nie pytajcie :P
Znowu czasu brak. Przeczytałabym te wszystkie Polityki, Wprosty, Newsweeki, które nagromadziłam w domu, ale, cholera, kiedy.
W dodatku spać nie mogę. A przynajmniej nie wtedy, kiedy powinnam.
Ale z pewnością zaraz mi się zachce – jutro sprawdzian z historii, Grecja.
Bosz.

naprawdę Ci współczuję…

♪ CD – Sugababes Taller in more ways

Kochany Święty Mikołaju!
Proszę Cię o:
a) fantastyczne plany na Sylwestra
b) więcej: wakacji, październików, czasu wolnego
c) trochę lepsze oceny ;)
d) jakieś naprawdę godne obejrzenia flmy w kinie
e) żeby Wojtas przestał mnie katować Katem – bo łeb od tej muzyki pęka :/
f)
Plotkarę 4, 5, 6 i 7 :P
Z góry dziękuję,
Asia

(patrzcie, jaka ja jestem niewymagająca!)

A dzisiaj dzień był świetny.
Pacio w dreadach, a później w stroju św. Mikołaja… po prostu sposób na uśmiech przez cały szkolny dzień XD
No i klasowe mikołajki… Kacper… khe, khe… to znaczy: św. Mikołaju, dziękuję Ci za te cudowne kajdanki z różowym futerkiem – obiecuję, że się nie zmarnują XD

katar mam. idiotyzm. :/

♪ P. Czajkowski (niespodzianka, co? :P )


  • RSS