joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 9.2005

Notka a propos tego, że zrobiłam dział „o mnie”. Od dawna planowałam, w końcu udało się przystąpić do rzeczy. Ha. Nawet moje piękne zdjęcie z balu jest! (Nie, Kornelia, wcale nie był taki duży ten dekolt! :P ).

Zmęczona jestem. W końcu.
Nie rozumiem kobiety z biologii. O kobiecie z niemca nie wspominam.

Dzisiaj po raz drugi w życiu usłyszałam, że jestem „przyszłą żoną idealną”. XD

Na lekcjach energia totalnie mnie opuściła. Nie miałam z kim się w szkole „podręczyć”. Tygrysku, zdrowiej, no! :P

Moim największym szaleństwem jest w tej chwili to, że jeszcze siedzę przy kompie. A jutro na ósmą, osiem lekcji. Boże, ja nie chcę. (Co gorsza, sama tego chciałam!).
Za tydzień wycieczka…

tęsknię.

/tym razem 3 minuty. łał./

/Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego notki piszę tak długo. Czasem nawet godzinę. Dlaczego tak ważę słowa. I dlaczego jestem taka… „nadodpowiedzialna”. I konserwatywna. Przecież, do cholery, mam szesnaście lat! Co jest nie tak? ://

Zimno się robi. Zwłaszcza rano. Koc: reaktywacja. No, ja niby gorące dziewczę (gorąca 16′tka ;)), ale czasami trzeba użyć wspomagacza.

(tu następuje ocenzurowana część notki – specjalnie po to, aby Tygrysek mógł czytać :P )

Dla mnie świat jest ostatnio jakby przychylniejszy. Nawet obcy ludzie są całkiem mili, tacy jacyś sympatyczni, uśmiechają się do mnie. Fajnie tak :)
A jesieni nie widać. Bo czy to ochłodzenie i deszcze cokolwiek znaczą? Dla mnie nadal jest lato! Mimo całego wstawania tuż po szóstej, porannych „niedyspozycji żołądkowych”, tłoku w autoubsie i cholernego niemieckiego (po sześciu latach nauki w końcu „znielubiłam” ten język! Nareszcie!). Jeszcze się tak całkiem nie przestawiłam ;)
W dodatku kontakty jednak się nie pourywały. Pomimo.

A z Mir wracamy do „Legosiów i Bradziów zza Zasłonki”. Bo czasami odrobina szaleństwa rozjaśnia oblicze ;)

No i ten tekst J., że „nie podeszła do mnie, bo byłam zajęta tym blondynem”. Wiesz, jak ja się później uśmiechałam (a w środku chichotałam na całego) przez całą drogę na przystanek? :D

Undefined

4 komentarzy

Wróciłam właśnie z „Charliego i fabryki czekolady” z Heliosa. Jest w porządku, piosenki Umpa-Lumpasów (w książce były Umpa-Lumpy…) rządzą, ale zakończenia to naprawdę nie musieli zmieniać… I to na takie amerykańskie. Żeby film jakąś wartość miał, by nie był li i jedynie czystą rozrywką dla młodszych i starszych dzieci. Musieli oczywiście wpleść jakiś morał – że rodzina najważniejsza i blablabla… Doprawdy, how boring is this? :/ (nie krytykować, dopiero co miałam trzy lekcje angielskiego [zakwalifikowałam się do zaawansowanych... a nigdy się nie uczyłam tego języka :D ], więc się dobrze nie znam! :P )

Integrujemy się. Ludzie przystępni, sympatyczni, mili i ogólnie rzecz biorąc, pozytywnie nastawieni do reszty klasy. Rzecz jasna, ja też.

Oczy moje w sposób nie do końca kontrolowany zwracają się w stronę jednego „punktu”. Ruchomego „punktu”. I takiego nawet niemałego – coś koło metra-osiemdziesiąt. I fajnego. Zdążyłam go polubić :)

Tak w ogóle to umysł mój znowu zaczyna produkować myśli z serii, której nie lubię. Gdyż jest to seria, przez którą nie czuję pełnej kontroli. Nie, żebym to lubiła, ale to zawsze jakoś „bezpieczniej”. Ale ta seria jest nawet przeze mnie akceptowana, co jeszcze bardziej zmniejsza moje uczucie „bezpieczeństwa”.
No, nie powiem – chętnie bym się zakochała… bo to fajny stan, wiadomo; ale jakoś jestem cały czas na „nie”.
Nie lubię być taka „niezdefiniowana”. Męczy mnie to.

No i nie mam kiedy czytać. Za późno się kładę (po 23), za wcześnie wstaję (6:05). Na szczęście, niedługo wakacje (bądźmy optymistami…).

Ech, zmęczona jestem po tym kinie. Chyba znowu pieprzę od rzeczy. Albo i nie.
Wybaczcie, ja już tak mam – to zapewne przez to, żem zodiakalną Rybą (zawsze to łatwiej zwalić na „siłę wyższą ;))

♪ Edyta Bartosiewicz Niewinność

Tididit! Tididit!
7:00
„Jessuuuuuuuu, to już?” myślę i wstaję po piętnastu minutach. Łazienka, kuchnia. Nic nie jem, bo mnie już dawno nerwy zjadły, skubane. W końcu sięgam po jabłko. Szybko pakuję najpotrzebniejsze rzeczy do torby, ustawiam się do zdjęcia (padre się uparł…) i lecę do dziewczyn na przystanek.
Guma do żucia. Cudowny wynalazek! Uspokaja niczym herbatka z melisy, a jeszcze wspomaga myślenie – jak magnez i jakieś witaminy z grupy B.
Na auli spotykamy kilkoro znajomych i wreszcie zaczyna się apel. Dyrektorka ma gadane. Zdrojewski tym bardziej. Pół godziny później latam z Kaśką po szkole w poszukiwaniu sali 21. Wchodzimy do środka, siadamy w jednej z wolnych pierwszych ławek (jedynych wolnych…) i witamy się z „przybyłymi z nikąd” (tj. – sami podeszli) chłopakami z nowej klasy. A jest ich sześciu. Na dwadzieścia cztery dziewczyny. Luz.
Wychowawczyni, matematyczka, pani B.O. wydaje się być całkiem fajna. No i ma dobre opinie na forum :D
Ludzie z klasy… No, powiedzmy, że pamiętam, iż jest jakaś Kaja, 3 Kaśki, Kornelia, Paweł, Krzysiek, Kacper i… eee… No, to chyba już wszyscy :D A! Jest jeszcze jakaś dziewczyna, co ma nazwisko jak nasze osiedle XD

O 10 byłam już wolna. Gdzieś po godzinie wpadła Mir, później Anka i tak wymieniałyśmy wrażenia z „Pierwszego”.
Mam rewelacyjny plan. Kocham poniedziałki. 4 lekcje! Religia, angielski i dwa niemieckie! I fruuuuu! do domu :) Pozostałe dni nie są takie optymistyczne – oprócz środy: wszystkim 4 lekcjom zrobili duplikaty! Łaaał.

Popołudniu mumia zmusiła mnie, abym poszła z nią do Gaju. Zapłaciła mi za to! Ha ha! To znaczy – kupiła mi spódnicę. Piękną jak diabli ;) Może ona w końcu przekona mnie do tejże części garderoby…?

A jakieś trzy kwadranse temu w wannie zaatakowała mnie maszynka do golenia! Podczas, gdy powinna spokojnie zajmować się swoją robotą, ona hyc! i po chwili z paznokcia leci krew. (Wielkie poruszenie na sali). Nie znoszę czegoś takiego! Taka podstępna dywersja! Nigdy jej tego nie wybaczę… ;(

Jak widać, „Pierwszy” był dniem emocjonującym.
Dziękuję za uwagę.

♪ All Saints Black coffee, Gotan Project Santa Maria (Del Buen Ayre)


  • RSS