joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 7.2005

bielizna
bluzki na ramiączkach
bluzki z kr. rękawami
bluza
kurtka
spodnie:
dł.
śr.
kr.
piżama
stroje kąpielowe

torba
plecak
torebka

adidasy
japonki
sandały (?)

szczoteczka do zębów
pasta
szczotka do włosów
szampon (odżywka?)
mydło
waciki
patyczki do uszu
dezodorant
obcinarka do paznokci
pilnik
balsam do ciała
balsam do ust
maszynka !!!
mleczko do opalania
błyszczyk JOKO
tusz do rzęs (mleczko?)
perfumetka (EVA)
cień + pędzelek (?)

telefon + ładowarka
książka !!!
notes + długopis
scyzoryk
off

ręczniki
koc (?)

Wziąć coś jeszcze?
(Nie licząc oczywiście rzeczy jeszcze bardziej oczywistych niż w/w – typu: portfel, kasa, legitymacja, …)

PS: Nie znoszę przedwyjazdowej nerwówki.
PS2: Byłam w Kłodzku. Miałam jechać do Pragi. Nie pojechałam – ale jeszcze pojadę… :> (tak, wiem, powtórzenia. pieprzyć to)
PS3: I nie próbujcie mi wmawiać, że ta ilość kosmetyków równa się wielkości mej próżności! Ta druga jest nieco większa :P

„There are some things in this world (…) that will never change, but some things do change”, jak to powiedział Morfeusz w jednym z Matrix’ów.
„Panta rhei” potwierdzał jeden ze starożytnych filozofów. Który, nie pamiętam, zresztą nieważne, a teraz i tak nie mam ochoty się wymądrzać (wyjątkowo).

Przejdę zatem ad rem.
Mimo początkowych, środkowych i końcowych oporów ostatecznie postanowiłam zaakceptować obecny stan rzeczy (jakoś często ost. używam tego wyrażenia… :| ).
Więc płynę.
I jest lepiej, czuję się „ponad” – a od tego jeszcze mi rośnie ego, czy coś w ten deseń.
I naprawdę jest fajniej.
Nie przejmuję się, nie czuję takiej potrzeby.
Poprzedni rok leży gdzieś w kącie, zapisany w pamiętniku. Zawsze mogę doń wrócić. Ale po co?Przecież nie warto się cofać, nie?
Choć miło powspominać – tak się cieplej na sercu robi, gdy pomyślę o kilku dniach, wydarzeniach, etc. – raczej jest to przedsięwzięcie niezbyt atrakcyjne dla zdrowia psychicznego.
Blablablabla.

Fajnie jest być „ponad”. Wszystko jest takie malutkie, śmieszne i nic nie znaczące.
Staję się megalomanką? Nieee, raczej nie.
Egoistką? Za późno…
P.E.? Hm. I tu trzeba by uważać. Bo mimo wsjo, P.E. być nie chcę. Ja jednak ludzi potrzebuję.

Nareszcie zrobiłam sobie odbitki kilku fotek z balu. (Może kiedyś poskanuję u brata, to zobaczysz, Dejbiś :* )
Trzy z nich wyślę razem z listem Aśce do Chicago.
W końcu niektórym rzeczom nie można pozwolić na to, by się skończyły.
A 10 lat to jednak kupa czasu.
Więcej niż 3 (tak przynajmniej twierdzą matematycy).
No i czasem z nią rozmawiam. Więc nie są to starania jednostronne :]

28. stycznia wyjdzie szósty Harry Potter. Nie mogę się doczekać.

Jak widać, ten szablon nie jest tak różowy jak poprzedni. Ale mi się już nie chce być różową.
Mam tylko nadzieję, że nikomu nie przeszkadza tak skrócona forma linków…
Nvm.

Zajęliśmy czwarte miejsce w LŚ.
Oj, szkoda, szkoda.

1.
Dostałam się do trzynastki, do tej klasy, do której chciałam. Można powiedzieć – marzyłam.
Tylko kto, u diabła, wymyślił wysyłanie sms’ów-zawiadomień o powyższym o godzinie 1am? ;)

2.
Pierwszy tydzień wakacji był dość intensywny (jak na to – jak przewiduję – co mnie czeka przez resztę tygodni ;) ).
Jakieś urodzinowe ognisko z milionem komarów i czterema całusami, zakupy, spotkanie z kolegą, któremu się podobam (ach, ten zwierzęcy magnetyzm… ;) ) ; powrót Mir z tureckiego raju tanich sklepów, etc.
Z kolei dzisiaj pojechałam na basen. Dzięki cudownej, chlorowanej wodzie obiektu przy ul. Wejherowskiej, mam czarowne czerwone oczka. Chociaż, może to być też przez słoneczko, które grzało dzisiaj niemiłosiernie. Efekty widzę i – co gorsza – czuję na własnej skórze. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się zasnąć…

Jutro z samego rana jadę sobie do babci. W końcu kochany Wrocław też czasem musi ode mnie odpocząć…
A i ja odpocznę sobie od znajomych. Tych, którzy jeszcze jakoś przy mnie trwają.
I chwała Im za to…
:*

a na winampie… Infatuation Christiny, Caught in a moment Sugababes, 1 thing Amerie oraz cudowne Why go? Faithless…


  • RSS