joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 6.2005

Jak się okazuje, może być szkoda nawet tego, iż kończy się gimnazjum. Mimo wszystko.
I można się bać „tego, co dalej, w liceum”.
I wcale nie trzeba się wzruszać słysząc ‚mowę końcową’ pani dyrektor (właściwie to ex-dyrektor).
(Bo w zamian za to można popłakać się z radości – po jednym z wygranych meczów siatkarzy… ;)).

I można nie pamiętać wszystkiego, co się działo podczas tzw. ‚integracji’.
Można też wówczas robić coś, czego się nie powinno.

do zapamiętania:
nie dzwonić do nikogo, kiedy ‚nie jest się do końca sobą’. Lepiej nie.

(sama wiem, że to nieco dziwna notka)

Wyniki egzaminów wreszcie nadeszły. Mnóstwo nerwów, serce w galopie. Wreszcie spojrzenie na kartkę z cyferkami… i euforia. Przynajmniej u większości.
Przy numerze szóstym widnieją:
45
oraz
41
Osiemdziesiąt sześć, osiemdziesiąt sześć…
Jak na mój gust, to już jestem w trzynastce :)

(siatkarze też wymiatają – 3:2 z Grecją – totalny banan ;))

Konkurs tolkienowski wygrałam. No, a jak! ;)

Polscy siatkarze wygrali drugi mecz z Serbią & Montenegro (bo brzmi ładniej, niż „Czarnogóra”)! Nareszcie! :)))

Bal… był rewelacyjny. Totalny odlot. Jak to Anka określiła: byliśmy muzyką.
Tak, to chyba trafne.
Ja – można powiedzieć – byłam jak w transie. Żadnych myśli, żadnych problemów – tylko muzyka, ja i taniec. Żadna tam cisza, ja i czas.
Czułam się wyluzowana i bardzo szczęśliwa.
Polonez wyszedł pięknie. Prawie się wzruszyłam.

A sześć godzin takiej imprezy to stanowczo za mało!

Dejbi, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo współczuję Ci/Wam, że nie mieliście balu… :P

PS: Ciekawam, kiedy ta płyta g. wróci do nas… :(
PS2: Uwaga, uwaga, wszem i wobec ogłaszam, co następuje: mam średnią (werble) pięć-dwa!

Płyta mi padła.
I to płyta główna.
Także od ponad miesiąca prawieże nie mam styczności z kompem.
I w sumie dobrze mi z tym.

W tak zwanym międzyczasie – tj. od padnięcia płyty aż do teraz – m.in. pojechałam [i co ważniejsze - wróciłam!] do KL Auschwitz I i II, spotkałam się z matką chrzestną, co mieszka w USA; udało mi się podostawać – mimo wielu przeciwności losu! – parę piąteczek na semestr, przejść do drugiego etapu konkursu tolkienowskiego, zawalić konkurs z fizyki [ja się nie pchałam - zostałam zmuszona!], etc. etc. etc….

A jutro – bal.
Kiecka wisi, buty leżą, fryzjerka umówiona, kolczyki [dwie pary] kupione… i tylko partnera do poloneza brak. No, ale poloneza ja nie tańczę, więc partnera mieć nie muszę.
Łe.

Fajniutko dzisiaj w szkole było. Tak śpiewająco i bardzo zgranie. Jak nigdy dotąd.
A jeszcze dwa tygodnie do końca.


  • RSS