joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 3.2005

Jest dobrze. Znowu.
Wiosna po trzykroć.
Spokój w szkole – mimo widma egzaminów.
Śliczne kolczyki, idealne do sukienki.
Interesujący ‚dredziarz’ w 136.
Moja twarz ładnie wygląda oświetlona słońcem na wysypie [txt Ban].
Jutro kino i dni otwarte w XV LO.
Na wszelki wypadek – lub by ostatecznie odrzucić.
W sobotę XIII.
A może zamiast IX – XII.
Mam wrażenie, że najgorsze już za mną.

Chyba wrócę do starego szablonu – z obrazem S.Dalego. Tak bez powodu

Jak się okazuje, zmęczenie i „kłopoty ze zdrowiem” znikły wraz z pierwszymi dniami wiosny. Odrobina słoneczka i już lepiej. W wielu „dziedzinach”. No proszę ;)

Wczoraj byłam z mumią na zakupach.
Pięć godzin z głowy. Ała.
Ale warrrto było.
Ledwo usiadłyśmy w 146, w drzwiach ukazał się mega-gorący facet. Czarne włosy, błękitne jarzeniówki w oczach… i tylko jakaś panna z nim była [nawiasem mówiąc: Tapeta Totalna :/ ]. Trudno. Nie można mieć wszystkiego.
W każdym razie facet był boski. Dlaczego takich już nie robią? :(

Ah, i do zapamiętania – wsiadać na przystanku przy CH ‚Gaj’. Może właśnie w tamtej okolicy kryją się Bogowie Seksu…? ;)

Oprócz Faceta Z Autobusu zakochałam się w swojej sukience na bal. Jest idealna. Okej, może nie całkiem. Jak dla mnie, trzeba ją odrobinkę podrasować i wtedy to już będzie…. no. Żeby ją opisać słów nie znajdę, więc nie szukam :P
Kto będzie miał szczęście, zobaczy mnie na balu. A kto nie… może zobaczy fotki ;)
Buty też już mam, oczywiście. Łaziłam za nimi przez ponad dwie godziny. Niebotycznie wysokie, ale co z tego. Przecież podczas balu nie trzeba tańczyć. Można też zastosować taniec typu: „W. Dens”. Albo coś w tym stylu.

Dwa z trzech dni Triduum Paschalnego minęły mi głównie na zakupach.
Na szczęście jutro i pojutrze będę się skupiać raczej na świętowaniu i na okupowaniu tv.
A Lany Poniedziałek olewamy z Ban na wysypie – będziemy się „mścić” na resztkach trawy i oblewać je. Chętni do pomocy?

Ktoś jednak zapomniał… Przykro mi z tego powodu – i jestem trochę zła. Mam zamiar pomęczyć „ktosia” jeszcze trochę. A co. Należy mu się.

Kiepsko u mnie z samopoczuciem.
Częste bóle głowy, niskie ciśnienie.
Mało jem. Nie mam ochoty. Zresztą lodówka świeci pustkami, więc nic dziwnego.

Jestem zmęczona.
Mumia mówi, że ostatnio dużo się uczę. Możliwe. Albo: chciałabym. Sama nie wiem.
I mam już trzecią szkołę. Czyli od września będę albo w ósemce, albo w dziewiątce, albo w trzynastce.

A w poniedziałek już wiosna. Czy widzę ją za oknem? Nie wiem. Przynajmniej śniegu już nie ma. Ale za to jest deszcz.
… zabawne. Jak w Opowieści E.Bartosiewicz, która właśnie włączyła mi się na Winampie.
Dziś nad światem zmienił ktoś nieba błękit w chmur atrament,
Jakby pragnął deszczem swą opowieść snuć…

Mam foto na nowy szablon. Nie różowy.

Co do tematu: Mir… rzeczywiście. Nie zrobię tego. :>

[update 00:09 ]
Pozbyłam się telefonu. Czyli – Mir, Anka, Ban Gibon i Benia – nie ślijcie do mnie sesemesów :P

(Wkleję ten tekst, chociaż pewnie nie powinnam. Mam nadzieję, że „o co kaman” zorientujecie się sami. [A przeczytać sobie moożna, myślę, że nawet warto ;) ])

You’ve been a juvenile
With a dolphin smile
With no elbow room
With your body in bloom
You’ve had your little backyard
Protected by big walls
You didn’t dare look over
’cause you’ve been too small

Now you’re finally sixteen
And you’re feelin’ old
But they, they won’t believe
That you got a soul no whoa no
’cause your only sixteen
And you’re feelin’ real
But you, you can’t seem to cop a feel no whoa no

Why do they have to force us
Through this metamorphose
Little butterfly
No matter how you try
You’ll be segregated
You’re gonna be closed off
You’re callow and you’re green
’cause you’re caught between

You’re only sixteen
Try to cross the line
But your little wings are intertwined no whoa no
Yeah you’re only sixteen
And you’re such a tease
And there’s nothing you do
That can really please no whoa no

’these children
They’re not really bad most of them
They’re just products
Of rotten neighborhoods
And bad family situations’

You know you can’t forsake it
So sit back and take it
You see you’re just not ripe
So don’t try to fight that

You’re only sixteen
You wanna catch a peek
But they, they look at you
Like you’re such a freak no whoa no
Well you’re only sixteen
With a lot to say
But they won’t give you
The time of day no whoa no

Well you’re only sixteen! (you’re only sixteen)
Hey you’re only sixteen!! (you’re only sixteen)
Hey you’re just sixteen!!! (you’re only sixteen)
You poor little thing…

To jedna z moich najulubieńsszych piosenek NoDoubt.
No, i jest adekwatna do sytuacji :P

E, ja nawet nie czuję się stara.
Aha, i miło jest, kiedy ludzie pamiętają o urodzinach :)
No, to tyle.

5 dni.

8 komentarzy

Teoretycznie to ja powinnam się uczyć na jutrzejszy spr. z chemii z alkoholi, kwasów karboksylowych i estrów.
Ale nie moglam się powstrzymać i
a) zmieniłam szablon
b) muszę się pochwalić, że z p.k. z fizyki dostałam… -cel. [!!!] Ja to jestem geniuszem.
Tak, tak, dziękuję za oklaski, kłaniam się pięknie i oczekuję zachwytów nad nowym-słitaśnym-lejałtem.
Ciao, zmiatam do mrówczanów propylu itp.
:*


  • RSS