joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 2.2005

Ostatnio śnił mi się m.in. ogród. Był piękny – kwitło w nim mnóstwo kwiatów, rosły wysokie drzewa, trawa miała najpiękniejszy odcień zieleni. Ogólnie, wyglądał, jak [nie wiem, czy dobrze mi się zdaje] żywcem wyjęty z Alicji w krainie czarów – odrobinkę groteskowy.
Oczywiście, nie omieszkałam sprawdzić w senniku, cóż to może oznaczać:
„Twe marzenia wkrótce się spełnią, przed Tobą bardzo szczęśliwy okres życia, powodzenia…”

W podobnym stylu „przemówił” Tarot:
„Śmiało możesz realizować swoje marzenia i zamierzenia.”
„Słońce sprzyja także miłości. Pozwala rozkwitnąć nowemu uczuciu lub wzmacnia aktualny związek.”
„Odniesiesz sukces, osiągniesz zamierzony cel.”
„Zwiastuje ona [Gwiazda] spełnienie Twoich marzeń. Nawet tych najskrytszych.”
„Wszystko ulegnie poprawie.”
„Nadchodzą dla Ciebie bardzo szczęśliwe i radosne chwile.”
„Zapowiada trwały, satysfakcjonujący związek lub prawdziwą przyjaźń.”
„Cesarzowa to kobieta, której dane jest wszystko, jest symbolem spełnienia.”

Jedynymi celami, jakie sobie postawiłam, to skończenie gim. z odpowiednią średnią [tj. 5,0], zdobycie ponad 80 pkt’ów z egzaminu i tym samym dostanie się do upragnionej szkoły, na upatrzony profil.
A marzę ostatnio…o czym? Nie wiem. Raczej nie marzę ostatnio.
Za to wspominam sobie – z baaardzo rozmarzonym uśmiechem na twarzy – Lato.
Tak mi się strasznie za Nim stęskniło.

Więc… tak właściwie… to o co „IM” chodziło z tymi wszystkimi „wróżbami”?

Drak, może jeśli Ty mi powróżysz [kiedyś się chwaliłeś, że umiesz :P ], to wyjdzie coś mniej podejrzanego ;) Liczę na Ciebie ;D

W sobotę zrobiłam sobie [z niewielką pomocą młodszego kuzyna] pokojowe przemeblowanie. Nareszcie upchnęłam te kompletnie niepotrzebne, niepasujące i niedziałające 21 calów gdzieś, gdzie w oczy się nie rzuca. To jest przy kaloryferze, pod obrusem, drzewkiem szczęścia i sztucznymi kwiatkami.

Niedzielne popołudnie upłynęło pod znakiem gości. Gości typu goście-niegoście, czyli brat z żoną [nie lubię określenia "bratowa". błe].
A wieczorkiem obejrzałam sobie finał London Masters. Ronnie O’Sullivan grał doskonale.
Nawiasem mówiąc, miłym dodatkiem było to, że pokazali także ostatnią rundę zeszłorocznego finału. Kiedy to Paul H. wygrał z Ronnie’m. Ha.

W poniedziałek kuzyn wyciągnął mnie do kina. „Marzyciel”. Bosz. Pikne to, wzruszające z leksza, i dość hollywoodzkie. Mam na myśli to, że „jeśli będziesz w coś wierzył dość długo i dość mocno, może się to spełnić”. W każdym razie mi tak to się skojarzyło. A w lipcu wejdzie „Karol i fabryka czekolady”*. Czytałam – zajebista bajka :)

Dzisiaj, po raz pierwszy od „łooooooohoho, a może i dłużej!” byłam u fryzjera. Naczy się strzyc. I co zostało z moich włosów?
Bombka w stylu J.Aniston w 2/3 serii „Przyjaciół”. Może tylko troszeczkę krótsza.
Kosaken**.

* w oryginale: Charlie and the Chocolate Factory
** czytaj: kozak’n – bo to z niemieckiego

pi-es: mój niu-bjutiful-lejałt wkleję niedługo. Na razie mi się nie chce, ale już jest skończony.

Mam nową, zaktualizowaną listę prezentów – proszę o zachowanie powagi:

a) mleczko długotrwale nawilżające Nivea
b) [wtedy już będzie] kaseta (ha, ciekawe, GDZIE można kupić u nas kasety :] ) J.Lopez „Rebirth”
c) biały t-shirt z podpisami wszystkich znajomych ze szkoły. Ostrzegam: miejsce w okolicach serca zarezerwowane dla bazgrołów Pewnego Kolegi, który je przez jakiś czas /chcąc-nie chcąc/ okupował. Reszta podpisów w miejscach dowolnych na koszulce.

Ferie lecą. Raczej w domu. Sama. Albo z bratem – przy lampie plazmowej. Żadnych telefonów czy domofonów do mnie.
Ciekawam, dlaczego.

Benia to dzisiaj [wpadłam doń na godzinkę] podsumowała:
„Nikt Cię nie kocha!”.
Z Jej ust to jakoś lepiej zabrzmiało.

Wczoraj padał deszcz.
Poczułam, jakby już była wiosna. Albo zaraz, za momencik miała przyjść. Nawet już słońce nie zachodzi tak wcześnie.
Chce się żyć.
[a może to zasługa Mg + wit.B6 oraz skrzypu polnego, co je teraz co dzień biorę? :D ]

Jest dobrze. Nawet bardzo. Tak po prostu.
Nie przez to, że w końcu zaczęły się ferie.
To sprawa drugorzędna ;)

Fajnie jest kochać.
Rzecz jasna – kochać życie.
Muzykę*.
Cały świat.
Siebie.
Ten wczorajszy deszcz.
To, że już w poniedziałek Walentynki, na które nie mam planów. Nawet nie dbam o to, czy dostanę jakąś kartkę.
Chociaż, oczywiście, miło by było ;)
Ale coooo tam.
Piknie jest i tyle. :)

* ostatnio zwł. „Spoiled” Joss S., znowu :D „Special needs” Placebo i „The blowers daughter” Damiena Rice’a – motyw z filmu Bliżej, na którym byłyśmy tydzień temu

76?

5 komentarzy

Myślałam, że będzie lepiej, ale cóż.
No, i więcej jednak z humana.
O 4 więcej.
Cholera jasna, no :D
/ale na rozszerzony niemiecki i tak się bardziej liczy humanistyczny, więc to nawet i lepiej… ;) /

PS: „…Ostatnia krucjata” po niemiecku jest ziomalska. Dwa razy śmieszniejsza. Ciekawe, jak by było po czesku.
PS2: Z historii łatwo dzisiaj zarobiłam 5. Przeczytałam kiedyś w książce o Stachanowcach i widać, przydało się :D Tylko ja jedna wiedziałam, kim oni byli. No ba.

11 stycznia, b.r.

Ozzy
hehe ciekawe jak by wygladala mini 3cm *wstydniś*
joaa
może w tanich pornolach bedzie ;)
Ozzy
hehe
Ozzy
ja bym wolal na zywo :]
joaa
poproś swoją dziewczynę (o:
Ozzy
nie mam dzxiewczyny… nie chce miec dziewczyny :D
Ozzy
przynajmniej nie na stale :D
joaa
żeby nie zrzędziła? ;)
Ozzy
jeszcze takiej nie poznalem :D:D
Ozzy
co zrzedzi
joaa
a ja nie? :(
joaa
łee
Ozzy
ty sie nie liczysz :D
joaa
oooooooooooooooooooooooooooo, zabije :>
Ozzy
nie spytasz czemu??
joaa
ja sie nie licze? JA?! ;( ;( ;(
joaa
no dobra:
joaa
czemuu? :>
Ozzy
nie liczysz sie bo i tak cie kocham :D:D
joaa
aha
joaa :D

Oto przykład Przyjaciela ;)
Niestety, jeden z naprawdę niewielu. Mam coraz więcej i więcej zastrzeżeń do innych osób. Niestety.
Trzeba by znaleźć nowych ludzi „do zabawy”.

[Zmiany w toku. Na blogu pewnie nie będzie ich widać, ale nie tylko stronę miałam wówczas na myśli... Zresztą nvm. To taki mój mały-wielki plan.]


  • RSS