Nie dam się.
Nie. Nie nie nie nie nie nie!
Nie pozwolę, żeby to poszło na marne.
Zdystansowałam się do swoich uczuć, udało mi się sprawić, że wygasły, ucichły – i było w porządku.
Ciężko na to pracowałam. Nie chcę znowu cierpieć. Nie teraz. Po prostu nie.

Zamierzam zamienić się w pana Rafała J. – uczyć się dnie i noce, mieć ze wszystkiego szóstki, będę nosić bluzę z logo „L’Oreal” i zacznę się kumplować z jakimiś „Kubusiami”.

Wszystko, tylko nie to.
Boję się, nie chcę.
Tym bardziej, że JA się do TEGO nie nadaję!

…To wszystko spowodowane ledwo wyczuwalnym drgnięciem mojej „pompy tłoczącej krew”, zbyt częstym rozmyślaniem w trakcie lektury „Alchemika” i pierwszą od dwóch miesięcy „chęcią” pojawienia się łez.

Ale ja się nie dam. Nie mogę.
W końcu nie lubię przegrywać – nawet sama ze sobą.

[po około 15 minutach od napisania powyższego, roześmiałam się na samą myśl o "czymś takim". ale to był 'gorzki' śmiech]