joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 10.2004

Z niemca byłam trzecia.
Jutro idę na konkurs z historii, a w przyszłym tygodniu na jeszcze dwa inne.
Staczam się, cholera.

Pawcio – sto lat.. [i czego sobie tylko zażyczysz] z okazji jutrzejszych urodzin :)

Poniżej zamieszczam tekst spisany jakieś dwa, trzy lata temu przeze mnie i moją kuzynkę. Teoretycznie, miała to być „telenowela”, ale nie miałyśmy weny, aby to jakoś poprowadzić dalej…

„Tasiemiec [do rozbiórki]„

To brzmiało jak wyrok:
- Ma pani
Asfodelusa Michnikusa
- O Boże, a co to, jakiś nowotwór? – przeraziłam się.
- Nie, tasiemiec.
Uff. A brzmiało jak jakiś polityczny nowotwór… ten
„Michnikus”. Brr.
- A jak mogłabym go wyleczyć?
- No cóż… A wie pani, że nie wiem? O! Może wyślę panią do Kliniki Nowotworów Politycznych…?
Wiedziałam, wiedziałam, że to coś z politykami!

No i poszłam do tej kliniki i se usiadłam.
No i lekarz powiedział, że skieruje mnie do innego lekarza.
Wkurzyłam się i poszłam sobie do kawiarni, bo się wkurzyłam.
Nie poszłam do tego patafiana i postanowiłam żyć z myślą, że ktoś we mnie żyje. Ale nie jestem w ciąży!!! [Hurra!]

*

Nie da się ukryć, jestem zirytowana. Chyba zrobię sobie przerwę i pomyślę nad tragizmem swojej postaci [czy jak to zwał], a także płytkością swej egzystencji.
Nie, żebym rzeczywiście miała zamiar, ale jak „dobrze” to brzmi…

[na Winampie: „Cruel intentions” ost]

Nie dam się.
Nie. Nie nie nie nie nie nie!
Nie pozwolę, żeby to poszło na marne.
Zdystansowałam się do swoich uczuć, udało mi się sprawić, że wygasły, ucichły – i było w porządku.
Ciężko na to pracowałam. Nie chcę znowu cierpieć. Nie teraz. Po prostu nie.

Zamierzam zamienić się w pana Rafała J. – uczyć się dnie i noce, mieć ze wszystkiego szóstki, będę nosić bluzę z logo „L’Oreal” i zacznę się kumplować z jakimiś „Kubusiami”.

Wszystko, tylko nie to.
Boję się, nie chcę.
Tym bardziej, że JA się do TEGO nie nadaję!

…To wszystko spowodowane ledwo wyczuwalnym drgnięciem mojej „pompy tłoczącej krew”, zbyt częstym rozmyślaniem w trakcie lektury „Alchemika” i pierwszą od dwóch miesięcy „chęcią” pojawienia się łez.

Ale ja się nie dam. Nie mogę.
W końcu nie lubię przegrywać – nawet sama ze sobą.

[po około 15 minutach od napisania powyższego, roześmiałam się na samą myśl o "czymś takim". ale to był 'gorzki' śmiech]

Mad

11 komentarzy

Tym razem jestem zła. Jestem wściekła.
Jestem chora. Jakaś angina, czy co. Nvm.
Anyway, mam leżeć do piątku w łózku [już to widzę].
I nie pójdę na konkurs z niemca.
Przy okazji także na spr. z chemii i fizyki.
Ale przez ten konkurs z niemca prawdopodobnie nie będę miała szóstki na koniec roku i mogę się nie dostać do liceum, do którego chcę chodzić.
A niemiecki to chyba jedyny przedmiot, z którego wiem, że naprawdę jestem dobra.
Bosz. Idę się załamać.
Albo obejrzę zaległe odcinki „Przyjaciół”.

Ojezó. Co ja mam robić sama w domu? Przecież zdechnę z nudów! :(
Ludzie – odwiedźcie mnie czasem…

Empty

12 komentarzy

Czuję się pusta.
Nie, nie chodzi o to, że kogoś mi brakuje, czy coś w tym stylu. Nie.

Chodzi mniej więcej o to, że nie robię w życiu nic pożytecznego. Nie jestem miła – tylko wredna, czasem objeżdżam innych ludzi. Aha. I jestem powierzchowna.

Zazdroszczę osobom, które wiedzą, co chcą w życiu robić. Bo ja pojęcia nie mam. Nie ma niczego, w czym byłabym naprawdę dobra, lubiła to – i chciała to kontynuować „…i w ogóle”.

Po prostu do kitu.

[poza tym, muszka owocówka - co ma bodajże 8 chromosomów - mi ciągle fruwa przed monitorem. muszę ją zabić. albo ją wyeksmituję. ewentualnie mogę ją pozbawić tych ośmiu chromosomów. ojezó, robię się brutalna. a fe!]

Bajki inaczej

6 komentarzy

Wiecie co?
Chyba jestem szczęśliwa :)
[nie wiem, czemu]

*

Bodajże w sobotę mumia poprosiła mnie, abym opowiedziała jej – na dobranoc – jakąś bajkę. Tym razem nie chciało mi się wymigiwać i opowiedziałam:
1. Kota w butach
2. Kopciuszka
3. Królewny Śnieżki
4. Księżniczki na ziarnku grochu
5. Czerwonego kapturka
Z tym, że w moich wersjach tych bajek:
1. Kot gdzieś zgubił buty
2. Kopciuszek nie zgubił[a] pantofelka – i spieprzył[a] sprawę z Królewiczem
3. Królewna Śnieżka urodziła się Murzynką, bo Król miał romans z Naomi Campbell
4. Pod pierzynami nie było ziarnka grochu, tylko cała puszka – Księżniczka zmarła w szpitalu na wskutek śmiertelnych obrażeń
5. Wilk zdechł z przejedzenia, bo Gajowy Gugała był akurat na wczasach nad Morzem Czarnym.

Jakieś wnioski?

Na Winampie króluje u mnie od kilku dni soul. To chyba jesień tak na mnie działa

Aha, zapomniałabym – wymyśliłam na poczekaniu kilka [moim zdaniem zbyt banalnych ;) ] pytań i ułożyli mi to w friendtest. Sprawdźcie, jeśli chcecie ;)

S-kól

7 komentarzy

5.10.’04
Język polski

Występują:
F – Fajranka (lub: Firanka)
G – Grzelo (lub: Grzelo)

F. ocenia zadania domowe. G. dostał 2= , Ktoś Tam 2- , Ktoś Inny 3 .
G. się zirytował, bo w końcu miał lepiej niż Ktoś Tam, a dostał gorszą ocenę.

G: Czemu dostałem tylko 2= ? Przecież miałem więcej i lepiej niż Ktoś Inny i więcej wiedziałem…!!
F: Oceny nie świadczą o wiedzy!
G: To za co pani ocenia?!
F: Za wiedzę..
Klasa: (śmiech).
Zdaje się, że G. później dostał jeszcze za to minusa albo uwagę.
Oto firanka..!

*

Jakieś dwa, trzy dni temu stawiałam sobie Tarota. Spójrzcie, co mi wyszło… :P

[dopisane tuż przed 22]

**

Wchodzę rano [ok. 7.15] do kuchni i od razu ląduję przy oknie.
Patrzę na niebo.
„Pierwsza widzę samolot!” myślę z satysfakcją, mimo iż prawdopodobnie żadna z osób, z którymi się w to zazwyczaj ‚bawię’, tego nie zobaczy.
Spoglądam w dół, na podwórko. Widzę X. Uśmiecham się…

W piątek pojechaliśmy z klasą w ramach ‚rajdu gimnazjalnego’ do Ząbkowic Śląskich. Pociąg był tuż po 7am i czekała nas jeszcze przesiadka w Kamieńcu Ząbkowickim.
Spokojnie dojechaliśmy do Kamieńca i z wiadomością, że mamy prawie godzinę do naszego drugiego pociągu – poszliśmy wszyscy ‚w miasto’. Większość z nas przyszła o umówionej godzinie. Ale nasza pani z tzw. wychowawcą wspomagającym spóźniła się 15 minut(!!) i w rezultacie nasz piękny, nowoczesny (widzieliśmy go wcześniej – stał na peronie od naszego przyjazdu) pociąg zwiał okrutnie. W związku z tym, ruszyliśmy pieszo przez cały Kamieniec na PKS. Btw – PKP i PKS w większości miast są o rzut beretem od siebie – ale nie w Kamieńcu. A i później do odjazdu autobusu była godzina.
Anyway, w Ząbkowicach było fajnie. Kościoły pozamykane, a na nich coś w stylu ‚jałmużna jest miłością’, czyli plakat z ręką otrzymującą 100zł. Krzywa wieża była krzywa, co zaburzało mi wrażenia estetyczne; a ruiny naprawdę zrujnowane ;)
A gdy dostaliśmy jeszcze jakąś godzinę czasu wolnego – większość z nas poszła do pizzerii :D Kocham turystykę.
Gdy dotarliśmy na PKP i upewniliśmy się, że nasz pociąg odjeżdża tuż po 3pm, my – dziewczyny – usiadłyśmy ciężko na ławkach, otaczając pewnego całkiem ładnego chłopaka o ładnych oczach :) Przysłuchiwał się on nam i – jak to mieli w zwyczaju nasi praktykanci z historii, pan Krzysio [Hugo] i pan Eryk [Kudłaty] – polewał z nas. Przynajmniej dostarczamy ludziom rozrywki, no cóż ;)
Z Chłopakiem-z-dworca ‚rozstałyśmy się w bólu’ na PKP w Kamieńcu :( I pozostały tylko wspomnienia.
A z pociągów to nas powinni wyrzucać – za śpiewanie, krzyczenie, rozmowy donośnym głosem – do tego często dwuznaczne ;) – i ogólne wygłupianie się na maksa. Ale ‚nas kli-ent nass pann’. Biedni ludzie… :)

*

Wczoraj otrzymałam radę, która w skrócie brzmiała: „więcej emocji”. Ale ja nie wiem, czy chcę i czy umiem. Chyba wolałabym nie.

Słuchane: „Miłość jak ogień” E.Bartosiewicz.


  • RSS