joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 8.2004

Wczoraj spędziłam bardzo mile czas z Benią na mieście. Spodziewałam się, że będę jakaś małomówna i w ogóle nie w sosie – ale właśnie wręcz przeciwnie.
Dzisiaj też mam zajęcie.
Więc – choćbym nawet i chiała – nikt mnie nie zastanie w domu całą zaryczaną, z jakąś książką albo pamiętnikiem.
To takie… nie w moim ‚stajlu’.
Już prędzej wychudzoną gdzieś na mieście – ostatnio jakoś mnie do jedzenia nie ciągnie, i to nawet bardzo. Wręcz odrzuca. Więc nie jem – choć oczywiście, nie tak całkiem. W końcu aż tak głupia nie jestem.

Wczoraj też rozmawiałam z Jagodą. Na początku było nawet okej, ale potem… później nie byłam miła.
Możnaby powiedzieć, że rzucałam w nią cierniami, kolcami, granatami (;)) itp. Po prostu kłułam.
Nie wiem, dlaczego – odczuwałam jakąś chorą satysfakcję? Nie wiem.
Ale zastanowiwszy się nad tym, co robię doszłam do tego, że „czuję, jakbym była zdolna tylko ranić”.
Och, staczam się przez to do Tartaru.

Ach, i ironizuję.
Jeśli ktoś mnie czymś nie zajmie, to w najbliższym czasie, podczas spotkań mogę nie być najlepszą towarzyszką – w związku z powyższym.
Dlatego – drugą notkę pod rząd – z góry przepraszam.

Co się działo w tym tygodniu?
Naprawdę mnóstwo rzeczy.

Zorientowałam się, że ‚jednak mi nie przeszło’.
Zdążyła się o tym dowiedzieć Osoba Obdarzona Przeze Mnie Tym Afektem.
Osoba, do której miałam niemalże bezgraniczne zaufanie, zawiodła mnie.
Relacje z Tą Osobą zmieniły się – chyba nie tylko z mojej strony – i to znacznie.
Relacje Tej Osoby z Osobą Obdarzoną Przeze Mnie Afektem zmieniły się również znacznie – na Ich korzyść. W końcu ta pierwsza chciała znaleźć tego ‚klina’ – tylko nadal nie rozumiem, dlaczego akurat TEN?
Czuję się, jakby przejechał mnie pociąg, tir, Opel Astra Classic, a dobił Audi Quattro wspomagany Renault Kangoo.
Owszem, nareszcie mniej więcej wiem, na czym stoję – ale czuję, że to-to bardzo niebezpiecznie się chwieje.
Teraz już jestem bardziej uspokojona, ale i tak czuję, że jedno słowo i cała moja ‚siła’ pójdzie sobie w cholerę.
Czuję:
Żal,
Zawód/Rozczarowanie,
Złość z odcieniami Nienawiści (?),
Zazdrość,
Ból.
Wiem, że trzeba czasu. Ale klina też.
I pytanie: dlaczego to, o czym marzyłam przez ponad pięć ostatnich miesięcy, o co walczyłam, Ona otrzymała z taką ‚łatwością’?

Wiem, że to, co napisałam może i nie jest najmilsze, zwłaszcza dla Was – Jagoda i Paweł – ale:
1. zanim uda mi się spojrzeć bardziej obiektywnie na to wszystko, musi minąć trochę czasu,
2. jestem naprawdę rozgoryczona.
A to, co napisałam, to po prostu to, co w tej chwili myślę.

(słuchane: Don’t speak No Doubt)

[dodane ok. 21:05]
Dobra, przepraszam. Ktoś mi uświadomił, że to, co napisałam powyżej, nie jest ‚najmądrzejsze’ (czy jak to zwał).
Dlatego – jeszcze raz przepraszam – i gratuluję Wam, i życzę długiego i owocnego związku.

Snuję się po domu w jakimś kucykokoku, japonkach, szortach dżinsowych i koszuli, która wygląda jakbym ją bratu zabrała. Ale jest moja.
Ach, i zastanawiam się, o czym by tu napisać. A właściwie nie – czy napisać to, co miałam zamiar, czy nie? czy o tym i o czymś innym? albo o tym, ale jakoś tak krótko, żeby przemknęło nie zauważone i dla ‚równowagi’ napisać dużo o czymś dla mnie prawieże nieistotnym?
Hm.

*

W związku z tym, co na początku napisałam w poprzedniej notce, dopadł mnie tzw. PUSTY HORYZONT.
Nie powiem, nie jest to ani do końca miłe, ani do końca niemiłe. Ale pusty horyzont to zjawisko nie lubiane chyba przez każdego, kogo dopadnie.
A mnie nie dopadało przez przeszło rok (sama byłam zdziwiona, gdy o tym pomyślałam)…

*

Przeglądałam ostatnio moje pliki na mieście w interii i dojrzałam jedną z rozmów na gadu, której lektura zawsze poprawia mi humor. (Nie, żebym była jakimś Narcyzem, czy co ;) Ale chyba każdy lubi komplementy… :))
Oto moja ulubiona część tej rozmowy:

Tomek (10-12-2003 20:32)
to jak, chcesz poznac moje kolezanki i kolegow ?
joaa (10-12-2003)
jak będę miała bilet, i tak poznam [nie wiem, o co z tym biletem chodzi :D ]
Tomek (10-12-2003)
no, ale wtedy bedziesz znala szybciej
joaa (10-12-2003)
i będą mogli mnie szybciej znielubić
Tomek (10-12-2003)
mowisz.. moze ja Cie lepiej kolegom pokazywal nie bede bo im sie ich laski znudza natychmiast
joaa (10-12-2003)
akurat
Tomek (10-12-2003)
no widzisz przyznajesz mi racje
joaa (10-12-2003)
wcale nie
Tomek (10-12-2003)
uwazasz ze jestes brzydka ?
joaa (10-12-2003)
aż tak źle to chyba nie jest…
Tomek (10-12-2003 20:36)
ja powiem wiecej jest duuuuuuuzo lepiej

Wczoraj też – jakiś chłopak nas zaczepił na mieście w celu „daj pić, bo mnie suszy” (oczywiście, ubrane w ładniejsze słowa), a przy pożegnaniu powiedział, że jesteśmy ładne :D
Cóż, są ludzie i krzesła ;)

Nie skoczyłam z okna.
Wiem, szkoda.
Może innym razem.
W każdym razie – to był tzw. koniec.
Hurra, nareszcie!!

*

Gdy nie mamy co robić, oczywiście zastanawiamy się, „gdzie by tu pójść” i robimy burzę mózgów.
Zakładając, że mózgi mamy…

Marlinka (17-08-2004 13:20)
to chodźmy do zoo!
joaa (17-08-2004)
co ty, mamy zoo za darmo na osiedlu!
joaa (17-08-2004)
i to lepsze
Marlinka (17-08-2004)
oj nie marudź, wymyśl gdzie możemy iść, tylko popołudniu nie teraz
joaa (17-08-2004)
wystarczy pójść na kwadrat (*) – tam są wszystkie małpy, sępy, itd.
joaa (17-08-2004)
koczkodany
joaa (17-08-2004)
hipopotamy
joaa (17-08-2004)
gęsi
Marlinka (17-08-2004)
a na orzechowej nawet karpie
joaa (17-08-2004)
a nawet są okazy flanellus de szmatus
Marlinka (17-08-2004)
i firankus tandetus
joaa (17-08-2004)
i kretynos debilos
Marlinka (17-08-2004)
i dziwkos łatwos
joaa (17-08-2004 13:22)
i pustos mi w łebos

(poszłyśmy do Parku Południowego – tam żadnego z tych okazów nie było)

*

Hiphop jest wszechobecny – prawie jak Bóg.
Jak nam się nudzi, bawimy się w Dzieci Zarażone HipHopem…

Marlinka (17-08-2004 13:57)
a teraz se kurde pomaluje pazury lakierem
joaa (17-08-2004)
se kurde maluj aha spoko
Marlinka (17-08-2004)
no i kurde wpadne po ciebie, nie ziom?
joaa (17-08-2004)
nie ziom
Marlinka (17-08-2004)
jak to ziom?
joaa (17-08-2004)
no, ziom
joaa (17-08-2004)
joł joł ziom
Marlinka (17-08-2004)
joł joł słuchaj kurde ja po ciebie ziom i razem zapodajemy po anke ziom i kupujemy gofry ziom i na melanż do parku kurde ziom
joaa (17-08-2004)
okej, joł ziom
joaa (17-08-2004)
tylko pamiętaj – hajs brać!
joaa (17-08-2004)
zioom
Marlinka (17-08-2004)
kurde jeszcze se pazura maluje, nie?
joaa (17-08-2004)
noo, ziom
Marlinka (17-08-2004)
kurde w radiu zapodali ze imieniny jacka, no ziom, naprawde, a wiatr umiarkowany z południowego zachodu
joaa (17-08-2004)
ziomalka, a masz może fure?
joaa (17-08-2004)
bo mam taką zajawkę na audi
Marlinka (17-08-2004)
kurde może kurde zwiniemy komuś?
joaa (17-08-2004)
no wiesz, fura, skóra, komóra – i elo na melanż!
Marlinka (17-08-2004)
no i kurde spoko jest kurde, ale co ze skórą?
joaa (17-08-2004)
kuuurwa, wojtas, joł ziom, odkurza i mi zagłusza winampa, w ryja go jeb..
joaa (17-08-2004)
skórę masz!
joaa (17-08-2004)
kur.. nie, ziom?
Marlinka (17-08-2004)
kurde to mu przyłóż kurde nie? co on se kurde myśli zaraz mu kurde gwiazdki pokaże nie ziom?
Marlinka (17-08-2004)
no kurna skóra jest
Marlinka (17-08-2004)
dobrze kurna jest w ogóle
joaa (17-08-2004)
a w ogóle to ja mu, ziom, zara koma zwinę
Marlinka (17-08-2004)
no kurna zapodaj tu co kurna potrafisz, elo elo ziom, jest okej
joaa (17-08-2004)
i powiem mu, to za prosiaczka, ziom
Marlinka (17-08-2004)
no tak ma być, równy ziom jestes
joaa (17-08-2004)
wiem, joł!
Marlinka (17-08-2004)
to kurna joł madafaka pokażemy im tym brudasom jednym jak sie myje kurna nie? mydełko w ryj kurna
joaa (17-08-2004)
kurna, xxxxx (**), ziom, przysedł
Marlinka (17-08-2004)
kurna to jeb mu w ryj kurna ode mnie
joaa (17-08-2004)
zioooom, opanuj ryja, kurna
Marlinka (17-08-2004)
kurna no ale mnie nosi, coś bym kurna rozwalila, nie?
joaa (17-08-2004)
no to weź bumboxa skołuj i rozpieprz, nie, ziom?
Marlinka (17-08-2004)
ziom kurna to ja zbijam, nie? zaraz kurna u ciebie będe nie?
joaa (17-08-2004)
no, ziom
joaa (17-08-2004 14:07)
to elo, joł joł

(oczywiście, na codzień wyrażamy się w miarę normalną polszczyzną – wyjaśniam tym, którzy z nami nie obcują ;))

* „Kwadrat” – bloki na ulicy D. – największe zbiorowisko wymienionych gatunków
** xxxxx – jeden z kolegów Wojtka, nie będę pisać, który…

*

Tym razem „zanurzam się” w muzyce z „Dirty Dancing 2″. I tańczę. Chociażby ‚w myślach’ – przy tej muzyce inaczej nie mogę… ;)

Znowu założyłam się z J. – tym razem w Pizza Hut miała ‚naszemu kelnerowi’ powiedzieć, że jest ładny, ale – paskuda – stchórzyła :P

Muszę gdzieś wyjechać. Nad morze, w góry, gdziekolwiek.
Mam wrażenie, że jeśli jeszcze trochę tu zostanę, wyskoczę z okna, wpadnę pod jakiś samochód albo co lepszego.

Tylko dlaczego dopiero po cholernie długim czasie zdaję sobie sprawę, że to ona miała rację?
Że to znowu ja się myliłam?
KURWA

Czym jest nienawiść? Czego można nienawidzić – i za co? Jak sobie z nią radzić?

Czym jest?
Dla mnie czymś w stylu „nie lubię, ale bardziej”. „Nie lubię”, czyli że ta osoba coś zrobiła mi albo komuś, kogo lubię, i nie przepadam – w związku z tym – za jej towarzystwem, a nawet – staram się izolować od niej.
A „nie lubię, ale bardziej” może oznaczać to „robienie >czegoś<”, ale notorycznie/z pewnym stażem.

Czego można nienawidzić i za co?
Praktycznie wszystkiego. Od tzw. „zbiegów okoliczności” – np. przypadkowych spotkań – przez pewne zachowana – np. ostentacyjne „taksowanie” wzrokiem i krytyka – aż do ludzi – samych w sobie.

Muszę przyznać, że i mi – zazwyczaj bezkompromisowej (?) pacyfistce – nieobce jest to „nie lubienie bardziej”. Większość to rzeczy typu „nienawidzę cebuli/pryszczy/tego zapachu/zbiegów okoliczności”, no, ale nie tylko.
Z tą tylko różnicą, że – jak mi się wydaje – to nie jest „prawdziwa” nienawiść. Po prostu bardzo nie lubię i kropka.
To samo dotyczy pewnych trzech osób – nie nienawidzę, ale naprawdę nie znoszę/nie cierpię/ nie „trawię”.

Możnaby rzec, że bez jednej z tych osób bym nie żyła – i byłoby to tak właściwie prawdą. Obecnie irytuje mnie dosłownie wszystko, co ta osoba robi.
Drugą z nich znam niecały rok i kiedyś naprawdę lubiłam, ale teraz nie trawię tego zachowania.
Trzecią osobę – i to jej najwięcej słów teraz poświęcę – znam od podstawówki. Zeszmaciła się w piątej klasie i teraz to już nic jej nie pomoże, moim skromnym zdaniem. Ale mi to absolutnie nie przeszkadza.
Dopóki sie na mnie nie spojrzy, A NASTĘPNIE wymieni jakąś uwagę o mnie z jedną ze swoich (och! och!) psiapsiółek o włosach koloru farbowany blond, białych spodniach i czarnych – zapewne! – stringach pod nimi, solarką i tapetą na pokrytym wągrami (ach, młodość!) ryju*.
Ach, przynajmniej u niej mogę być pewna wzajemności uczucia! Jakie to urocze, doprawdy.

I to właśnie E. była dla mnie inspiracją tejże notki. Bo wczoraj spojrzała krzywo na mnie i moje buty. Cóż z tego, że mają kilku-centymetrowe obacsy? W końcu każdy wygląda, jak chce i nosi to, co mu się podoba*!
(A kiedyś jeszcze dostanie ###[pii...]### ode mnie glanem po ryju. Bo obcasem tak nie zaboli, nie?)

* sama sobie zaprzeczam, czyż nie? (czy to właśnie jest „sic!”??) – Po prostu ta „moda” już za długo „panuje” i robi się mdła. Mogłaby teraz być np. „mroczna i gotycka”.. ;) Buhahaha. Już to sobie wyobrażam – cała szkoła (czyt. uczniowie) w glanach, na czarno, z mrokiem w sercu i na koszulkach :D Kól! ;)

(tak właściwie, to wczoraj powinnam była to zamieścić)

Pamiętacie, co było kwartał temu?
Ja tak.
Dokładnie 3 miesiące temu przegapiłam zaćmienie Księżyca. Dzisiaj też mogłabym przegapić zaćmienie – tyle że Słońca – choć niczego takiego nie było. Ale mogłabym ;)
Anyway, dzisiaj w parku zaobserwowałam co następuje:
1. Kangur – przynajmniej ten jeden – lubi skakać po drzewach – i na nich zostawać :) – a także leci na wiewiórki ;)
2. Wiewiórki w naszym parku to w większości kobiety – przynajmniej tak mi się wydaje. Bo wyraźnie leciały nie na mnie – lecz na Pawła ;) Albo – jak On sam powiedział – mogą być homo.
Zna się ktoś na tym? :)

*

Wrócę za jakiś tydzień.
Będę za Wami tęsknić… :)

W piątek, ponad tydzień temu komp mi się zepsuł – nie przeze mnie (tym razem) – i miałam przez tydzień taki urlop.
Tydzień, w ciągu którego zdarzyło się niewiele ciekawych rzeczy, oprócz:
1. ‚wycieczki’ na pętlę 146 i około dwugodzinna sesja opalania nad Odrą (w potwornych chaszczach, pełnych biedronek i innego latającego okropieństwa)
2. sprzedania kangura ;P

*

Zrobiło mi się jakoś tak potwornie smutno. I to już nawet nie chodzi o tą tęsknotę. Nie.
Bo czy można tęsknić za czymś/kimś, czego/kogo się nie ma i nie miało?

Cóż, chyba jednak można.

W każdym razie, tym razem nie chodzi o tęsknotę, lecz o samotność.

A ja nadal nie potrafię wyplątać się z tej ostatniej „zabawy”…
Chyba nie chcę.

PeeS:
Jakoś tak.. nie lubię – przynajmniej tu – pisać/mówić o uczuciach


  • RSS