joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 5.2004

1) Bycie niemalże Heleną z Troi podobało mi się, ale nie długo.
Podejrzewam, że na dłuższą metę byłoby to wręcz nie do zniesienia.
Zwłaszcza, że w gębę dostał (choć i tak nie było nic widać :P ) chłopak, na którym mi zależało i jeszcze troszkę zależy.
Oczywiście, nie mówię o Tobie, Pawcio :]

Anyway, wszystko, co dobre, szybko się kończy. ‚Już’ nie jestem „Heleną” – jestem podłamana psychicznie i to całkiem całkiem.
Wściekam się na „powód” tego podłamania, ale to nic nie pomaga.
I trudno się dziwić; obecnie najchętniej ‚zachorowałabym’ na amnezję selektywną.

Życie jest do dupy.

2) Leszek zarzuca mi dresiarstwo, a sam zamienia się w ‚metro’ – ładnie to tak?

Ostatnimi czasy długo przesiaduję na pamiętnikach Bravo.
Czytuję to, co polskie nastolatki mają do napisania:
a) „Za gruba???”
b) „Dieta, pomocy!”
c) „Zakoffałam się… :****”
d) „Nie mogę kochać, bo słaba jestem wtedy”
e) „Jak rozumieć jego słowa?”
f) „==>WyGlĄd cHłOpAkA<==”
itp.

Prawdę mówiąc, niewiele obchodzą mnie te ich problemy. Bo:
a) >za gruba< nie jestem
b) nienawidzę pieprzenia o dietach (a tego tam najwięcej)
c) zakochać się – to całkiem naturalne
d) ja też
e) nie wiem, dziewczyny rzadko rozumieją chłopaków
f) pfi, TO jest głupie :]

Poza tym, łatwo jest udzielać rad innym – ale ze swoimi problemami trudniej sobie poradzić.
A ja bardzo chciałabym, żeby ktoś mi pomógł…

Tyle, że przez „myślenie realistyczne/pesymistyczne”, a nie – pocieszanie.
Bo dla mnie słowa użyte przez osobę pocieszającą to maksymalne bzdury.
Jakieś superlatywy typu: „no nie rozumiem, przecież jesteś taką kochaną dziewczyną…”
Bullshit.
Piękne słówka możecie zachować dla jakiegoś Narcyza, a nie marnować ich na mnie.
Jednakże o pomoc proszę.

Haiku, które dzisiaj wylosowałam:
„Padając na ziemię
Latawiec
Traci duszę”

Za oknem mnóstwo chmur.
Szare, różowawe, z odrobiną pomarańczu, a nawet niebieskie.
Serio – wielka błękitna chmura sunie majestatycznie po niebie.
Jest zimno, wieje, zaczyna kropić.
Właśnie wróciłam z dworu.

Nie jest mi dobrze z tą całą sytuacją.
Irytuje mnie to, że w naszej szkole niewiele rzeczy można utrzymać w tajemnicy.
Nawet, jeśli chłopacy z naszej klasy nie wiedzą, jak się nazywam ;)
Nie chcę, żeby wszyscy wszystko wiedzieli. Wolę sama zadecydować, kto wiedzieć powinien, a kto nie.
Przepłakałam całą noc, dopiero dzisiaj po południu się uśmiechnęłam, gdy zaczęłam czytać moje archiwum rozmów na gadu z Drakiem :D
Jednakże jest mi źle.
Ale jak zwykle, założę zaraz odpowiednią maskę – i już będę wyglądać na szczęśliwą.

Niebo wygląda pięknie.
Ta błękitna chmura zbliża się w moją stronę.
Jest błękitna, jak…

ja naprawdę wiem, że macie rację.
Tylko, że…
(może dokończę kiedy indziej…)

1. (część nie mająca absolutnie związku z tematem)
Po co ma się brata?
Aby zakładać jego sweter kiedy zimno.

2. (część tzw. „właściwa”)
„…moje myśli znowuż przybrały odcienie różu i innych optymistycznych kolorów :)”
Phi, jasne!
Gdzie tu ma być różowy kolor, co?
Wszystko widzę czarno.
I to nie dlatego, że wokół są jacyś Metale. Nie.
Życie jest pogięte. Mam ochotę schować się przed nim tam, gdzie pieprz rośnie. Albo gdzie raki zimują. Albo gdzie nie znają piosenek Britney Spears. Tylko gdzie to jest?
Nieważne.

Wiecie, co to są samospełniające się przepowiednie?
Tylko dlaczego te złe?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Tyle jest rzeczy, o których mówię nie raz, które tak bardzo chciałabym, aby stały się rzeczywistością…
Pewnie za bardzo.
Ale „los” robi swoje.
Droczy się ze mną, powodując, że piszę takie notki.

Chyba się przeziębiłam.

„Ale zostaw to! To jest modne..!”
Tak… żeby już moja własna matka mówiła mi, co jest modne, a co nie – zwłaszcza po kilku latach leżenia danej rzeczy na dnie szafy.
Przecież zawsze to nastolatki są najbardziej zorientowane, co w trawie (czyt. sklepach) piszczy (czyt. wisi na wieszakach)…
Z tym, że obecnie „piszczą” głównie ciuszki w kolorach kombinezonów panów drogowców…
Trendy są też koszulki, bluzy etc. dzięki którym (wyimaginowany przykład) dziewczęta z jednej klasy wyglądają, jak z kilku różnych drużyn narodowych: Brazylii, Niemiec, Włoch; rzadziej Polski.
Jednakże, ja się do tych drużyn mieszać nie mam zamiaru.

Aha, i wniosek – nigdy więcej nie robić przeglądu szafy z mamą.
Sama też umiałabym zostawić wszystko, jak jest :]

Wczoraj próbowałyśmy z Marlinką obejrzeć „The Ring”. Niestety, za bardzo nam to nie wyszło, więc po 20 minutach włączyłyśmy „Dziennik Bridget Jones” :)
Ale ta drabina z Ringa prześladowała mnie we śnie – uznaję zatem, że muszę oglądanie filmu zakończyć, ale tym razem z kimś, kto mógłby mnie przed wszystkimi „złymi mocami” obronić ;)
Jakieś propozycje?

P.S.
Ach… i przydałoby się wybrać na „Troję”
Dziewczyny, kiedy idziemy podziwiać starożytne bóstwa? ;)

Czwartek 13 maja, godzina wychowawcza.
Oczywiście, nic nie robimy, tylko gadamy.
Przy nas czterech tematem rozmowy z niewiadomych przyczyn stał się snooker.
Jagoda i ja oczywiście zaczęłyśmy gadać o „Takim Jednym Baaardzo Ładnym Snookerzyście” :)
Gdy my tak o nim chwilkę ponawijałyśmy, okazało się, że ani Mir, ani Bocian nie wiedzą, czym właściwie jest snooker.
Lecz Bocian próbował zgadywać…
Pierwszą (i ostatnią) propozycją było:
„Wieeem! Snooker to taki chłopak, tak?!?!”
Prawie spadłyśmy z krzeseł…

Dla niewiedzących, zapraszam *tutaj* – można się co nieco zorientować w sytuacji ;)

(data nieznana – wiem tylko, że czwartek :))

Jagoda
Ja
(pisownia oryginalna zachowana, bez ceznury ;))

Ala napisała: „Tomasz B. (…)” :D
Boję się! Boję!
Czego? :>
Ali i jej pasji…
Aha :D Tylko? :>
Nie, jeszcze tego, że umrę z głodu

(następna część rozmów nastąpi, jeśli znajdę kolejne karteczki, które nie zawierają treści nieodpowiedniej dla czytelników ;))

Postanowiłam, że po ostatnich „smutach”, które tu zamieszczałam, czas na coś weselszego – i to przez dłuższy czas ;)

Poza tym, nie bardzo mam nastroje na pisanie rzeczy niewesołych – w końcu wiosna, etc. prawda? ;)

Życie się kręci, czy też toczy, a moje myśli znowuż przybrały odcienie różu i innych optymistycznych kolorów :)
I to dzięki kilku naprawdę fajnym osobom :)

Piątek, geografia. Pani T. (geografica) pilnuje Batmana przy pisaniu sprawdzianu, klasa (przynajmniej w teorii) pisze notatkę. W praktyce jednak niemal każdy oczywiście rozmawia z „sąsiadami”.
Ja odwracam się do Rachel i Kostuchy i rzucam jakąś uszczypliwą uwagę w kierunku największego debila w klasie – Grzegorza S. – Grzela. Następuje chwila ciszy… i moment później słychać rozpaczliwe szeptanie ‚pana’ G.S…

Grzelo (do kogoś ze swojej „kompanii”): Tyy… jak ona ma na imię? (wskazuje na mnie)
Gała: No właśnie… (robi myślącą minę)
Kałuża: Anka?
Gała: Niee… Anka jest jedna w klasie…
Bobek (spoza „kompanii”): Aśka..!
Grzelo (wielce oświecony): O właśnie – Aśka!
Gała (próbuje błysnąć yntelygencjom): G*********! (tu pada moje nazwisko)

kurtyna.

Zaczynam się bać – utraciłam w klasie anonimowość…
Pewnie się zemszczą… ;D

[dodane troszkę później]
Kupiłam sobie adidasy.
Leszek zaczyna uważać mnie za dresa ;)

Samej siebie nie rozumiem.
Przez ponad 36 godzin trwał stan niemalże euforii, natomiast teraz – w drugą stronę.
Za dużo empatii?
Może.

And everytime I try to fly
I fall without my wings
I feel so small
I guess I need you baby
And everytime I see you in my dreams
I see your face, it’s haunting me
I guess I need you baby…


  • RSS