joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 12.2003

Na szybko

1 komentarz

Niech Wam się spełnią marzenia w 2004 roku :)

… i w latach następnych, oczywiście ;)

joaa (21:49)
a.. czemu niby jestem engel? :>
Marlinka (21:50)
bo: nie palisz, nie pijesz, jestes bezkonfliktowa, dobrze sie uczysz, masz przyjaciół, jestes szczęśliwie zakochana, jak dobrze pójdzie niedługo będziesz miała chłopaka
Marlinka (21:50) :)
joaa (21:50)
aha…
joaa (21:50)
to czemu ty w takim razie jesteś? ;)

Mam wrażenie, że jestem szczęśliwa.. :)

Osoby:
Ja (J)
kolega Wojtka (kW)

Dzwoni domofon. Ja, jak to ja, odbieram. ‚Po drugiej stronie’ kolega Wojtka (imienia nie pamiętam).

J: Taa…?
kW: Cześć, jest Wojtek?
J: Niee, wyszedł…
kW (lekko zbity z tropu): Przecież.. on chory był..!
J (zdziwiona): Taaak???

Kurtyna.

No patrzcie, a ja myślałam, że wiem, co się u mnie w domu dzieje… :)

Apatia

1 komentarz

Panuje tu jakaś pustka..
Coś, jak na Dzikim Zachodzie – wszędzie pusto, tylko od czasu do czasu wiatr popycha kłębek szarłatu.
Niewiele osób mnie odwiedza, a i ja czuję, że nie mam o czym pisać.
Chociaż.. mam, ale zachowam sobie w głowie, żeby móc się tym cieszyć każdego dnia.

Dobra, dobra – koniec lenistwa!
Zabieramy się za porządki przedświąteczne!
Rodzielam obowiązki:
Miriam – zdjęcie firanek na wieczny odpoczynek
Jagoda – umycie podłogi firanką
Anka – umycie okien
Ja i reszta – przygotowanie potraw na Wigilię

A co! :)

1) Nareeszcie!
Widocznie, jak się śniegowi zapłaci dużo, to raczy popadać.. ;)

2) Niedawno zjawił się u mnie mały problem. Zaraz też wyjawiłam go Hanii.
Przynajmniej nie jestem sama :>
Ale wczoraj przed snem o tym myślałam i doszłam do wniosku, że w sumie to nie ma problemu.
Nie z tą ‚pierwszą’ wersją.
Tylko ta ‚druga’ i dłuższa coś mi nadal każe myśleć.. :>
Grr.. ;)
Ale tak właściwie, to nie ma się czym przejmować – jeszcze mnie to nie dotyczy! :)
Jeszcze.. :/

Paweł (11:52)
joł piekna
Paweł (11:52)
Twoj kochany braciszek wylazl juz z domu ?
joaa (11:52)
znowu piłeś?


i na koniec weekendu:

Jest wojna, rosyjski pilot leci najnowszym modelem myśliwca…
- Baza, baza! Tu pilot, schodzę na wysokość 200m! Zrzucam bomby!
I babach!!! Pilot zrzucił wszystkie bomby, rozpieprzył wszystkie budynki.
Leci dalej. Leci, leci… W końcu:
- Baza, baza! Tu pilot, schodzę na wysokość 100m! Zaczynam ostrzeliwanie z działka! I tratatata!!!
Pilot ostrzeliwuje, ostrzeliwuje.. Wystrzelał całą amunicję, rozpieprzył
wszystkie pojazdy. Podjarał się tym strasznie. Lecie taki zadowolony,
mówi sam do siebie:
- Cholera! Ale mi się ta wojna podoba!!
Zaś do bazy:
- Baza, baza! Tu pilot, schodzę na wysokość 1m! Będę ich pasem lał!!!!!

Szczerze

1 komentarz

Dzisiaj wyjątkowo – bardzo szczera notka, bez względu na to, kto ją przeczyta, gdyż jest to mój blog i to ja decyduję, co piszę – nawet, jeżeli komuś to nie pasuje..

Dzień zaczął się całkiem pomyślnie – piąteczka z p-k z matmy, szóstka z p-k z gramatyki.
Ale przyszedł czas na religię…
Zaniepokojona nie zobaczeniem Tomka w ciągu całego dnia, zapytałam księdza, czy w ogóle on dzisiaj był, bo mi prezent wisi.
Ks. powiedział, że owszem, i, lekko uspokojona, usiadłam.
Po około 2 minutach ksiądz powiedział do mnie, że mam pójść do klasy 3d i poprosić Tomka do niego.
Dziewczyny w pisk i śmiech, a ja cała czerwona udałam się do odpowiedniej sali.
Oczywiście, jego klasa również wybuchnęła śmiechem i rzucali pytania, czy czegoś nie nabroił.
W tak zwanym międzyczasie, podobno ks. zapytał, „czy oni ze sobą chodzą?”, na co Hania z pełnym przekonaniem odparła, „nie, nie!!”, a Jagoda – „jeszcze nie”.
Przez całą drogę do sali rozmawialiśmy.
Tomek zapomniał ze sobą z sali wziąć prezentu mikołajkowego, więc powiedziałam, że może mnie jeszcze złapać przed wuefem, tj. następną lekcją.
Także podobno, gdy wchodziliśmy do klasy, wszyscy ‚z wywieszonymi jęzorami’ (metafora) gapili się na nas.
Ja usiadłam, Tomek podszedł do księdza, a Hania opowiedziała mi pokrótce, co się działo po moim wyjściu.
Zdążyłam dać Tomkowi prezent, a do końca lekcji wściekałam się na księdza za wszystko, z czym wyskoczył.
Na wuef jednak nie poszłam.
Nie wiem, czy stchórzyłam, czy miałam jakiś inny powód.
Niemniej, myślałam, że mimo wszystko spotkam jeszcze Tomka w drodze do domu.
Ale tak się nie stało.
Teraz się, prawdę mówiąc, trochę obawiam, czy się na mnie nie wkurzył/obraził i wstydzę się swojego zachowania.

I tym sposobem dochodzę do końcowej części notki, w której chciałam tylko napisać zdanko lub dwa właśnie do Tomka.
Pamiętasz, jak Ci wysłałam moją jedną rozmowę z koleżanką, w której ona mnie wkurzała (jak to opisałam)?
To, co napisałam o Tobie DUŻYMI literami – to prawda.

Myślę, że czas na urlop blogowy.
Papa.

Nicolas.. ;)

1 komentarz

1) Zmieniłam co nieco w archiwum – kto łaskaw, niech zagląda.

2) Jestem niesamowicie szczęśliwa – dostałam najpiękniejszy prezent na Mikołajki, jaki tylko mogłam dostać…
Rozmowy z ludźmi, a zwłaszcza z ‚przyjaciółmi’ są jak balsam na duszy.
Miriam – jesteś de best! :)

Działać..!

1 komentarz

Nie, ja tamtej sprawy tak nie zostawię.
Już coś wymyślę, a jak wymyślę, to wpakuję do koperty i wyślę albo pod adres sądu, albo tej adwokaciny.
I niech sprawiedliwości stanie się za dość!!


  • RSS