joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 7.2003

No to pa.
Nie będę mogła często pisać przez dłuższy czas.
Za to poniżej jest adres, ażeby zobaczyć zdjęcie mojej obecnej (jeszcze pierwszej) klasy.
Moja klasa

(ja jestem piąta z lewej na samym dole:))

Pa, będę tęsknić…

Siedziałyśmy dzisiaj od 19 na ławeczce naszej sławetnej, a co kilka minut (dosłownie) przed nami przejeżdżał ten sam, co zwykle, pan składaczek – rowerzysta w białej koszulce, na składaczku. Przejeżdża tak od pięciu dni, czyli odkąd razem z Jagodą założyłyśmy Klub Posiedzeń (dziś przekształcony w Klub Singli) i kilka metrów „za” nami ogląda się. Jak jakiś wariat. Dziewczyny gadają, że zakochał się w Jagodzie albo we mnie. Postanowiłam to wykorzystać, żeby spławić kolesia…
Siedząc więc dziś na ławeczce, koło 21.20 i widząc nadjeżdżającego pana składaczka, postanowiłam zrobić mu na złość i bardzo głośno powiedziałam do dziewczyn: „O, przypomniało mi się, że jeszcze nie mówiłam wam o moim nowym chłopaku! Jest cudooowny!”. Oczywiście, pan składaczek zgorszony się odwrócił w moją stronę, a gdy odjechał kilka klatek dalej poczułam ogromną satysfakcję.
Nie ma to jak z natrętnego około 20-latka robić se jaja! Polecam wszystkim! BARDZO poprawia nastrój :]

Kocham myszy i szczury i wszystkie gryzonie o długich ohydnych ogonach!

W drugiej klasie podstawówki Wojtek skombinował skądś mysz. Białą mysz. Ja jestem niesamowicie przyjazna i otwarta, jeśli chodzi o zwierzęta (:]), więc mysz(a) imieniem Czaki przyjęłam z otwartymi ramionami. Jakiś czas później, jechałam z Wojtkiem na kolonie nad morzem. Rodzice nas odwozili, więc musieliśmy wziąć Czakiego ze sobą. A on genialnie bawił się w piasku i ani na chwilę nie odchodził od nas dlaej niż półtora metra – taki był oswojony.
Później zakupiona została kolejna mysz – tym razem za pozwoleniem mamy (jakżeby inaczej? ;]) – brązowo”włosa” Mini zamieszkała z Czakim w jednym akwarium. Eee… tylko nadal nie jestem pewna, czy to była samiczka, czy nie :]
Po jakimś czasie Czaki zdechł ze starości (na moich rękach – buuuuuu :[ ), a Mini zakupiono nowego lokatora - czarnego jak diabli - Pusia.
Przez jakiś czas obie myszy żyły sobie w spokoju, aż do pewnego wyjazdu do babci, gdy obie zostawiliśmy na balkonie, w słońcu. Puś wyskoczył z akwarium i schował się za szafką, a Mini zdechł(a) z przegrzania.
Po kolejnym krótkim czasie, a było to w mojej trzeciej klasie - pamiętam, zielona szkoła, itp. :] – dokupiono do Pusia dwie białe samiczki – Alę i Olę. Ola była szczupła, zwinna i miała poszrapane ucho, a Ala jakby ociężała i majestatyczna :] A że Puś był facetem w pełni dojrzałości, po kilku tygodniach w akwarium znalazło się około 15 dodatkowych myszek – całych różowych i ślepych :]
Gdy myszki już widziały i miały zaczątki futerka, niestety ja i Wojtek znowuż wyjeżdżaliśmy do Pogorzelicy, mama do Skandynawii, tato gdzieś, a Leszek do Włoch – myszki odstawiliśmy do sklepu zoologicznego, gdzie spotkał je smutny koniec – konsumpcja przez gada o krótkiej nazwie – węża.
Minął rok albo dwa i moje urodziny zapukały do drzwi, jak co roku. I okazało się, że od Wojtka i Leszka, a ponownie wbrew mamie, otrzymałam szczura „w krowę” o wdzięcznym imieniu Kiler. No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że któregoś pięknego dnia po Wielkanocy udałam się na jedną noc razem z Benią do Kaśki. W tym czasie Kilerowi chyba odbiło – myślał, że umie latać – wyskoczył przez balkon. A że ja mieszkam na 10 piętrze, skok był śmiertelny. Gdy wróciłam do domu i dowiedziałam się, co jest grane… rozpłakałam się. Po Kilerze już nie mieliśmy żadnego gryzonia ani innego zwierzęcia.
A szkoda…

Znaleźli krew dla babci – operacja najprawdopodobniej jutro!
Jeeee!! :]
(chyba zmienie szablon – z radości!:)

… ale zacytuję…
„(…)O jasna cholera i kurwa żesz mać!(…)”
od czwartku komputer wędruje na ul. Henryka Pobożnego x/y – do Leszka.
Czyli, że nie będę pisać. Nie wiem, jak długo.
No to pa

P.S. Za niecałą godzinę (o 23.05) będzie „Miasteczko Pleasantville” – warte oglądnięcia.

„Lupin wyciągnął książkę i zaczął czytać. Syriusz przyglądał się uczniom włóczącym się po trawie, wyglądał raczej wyniośle i znudzenie, ale również bardzo przystojnie. „

Operację odwołano – nie mogą znaleźć odpowiedniej krwi dla mojej babci.

1) Wróciłam dopiero co od babci ze szpitala. Jutro mają ją operować.
Siedząc na przystanku słyszę, jak mama podciąga nosem, ale nie reaguję.
Mało tego: jakoś nie przejmuję się tą operacją babci. Może i jestem nieczuła… albo po prostu już nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Myślę, że w tym roku przeżyłam trochę za wiele, aby móc jeszcze znaleźć jakieś inne emocje.
Jeszcze trochę, i nie będę umiała się śmiać…

2) Siedzę w autobusie. Nie, już nawet na przystanku przy Skłodowskiej-Curie.
Wszędzie jakieś parki! A to całują się, a to tulą do siebie… Bleee! To jest potworny koszmar dla takiego singla jak ja.
Jeszcze jedno: w autobusie były dwie (typowe) farbowane blondynki. Ja oczywiście na nie kątem oka, bo nienawidzę takowych. A one, tuż po tym, jak zwolniło się miejsce przed mną, zaczęły smarooować, że nie wiem i śmiać się niby-ukradkiem. Ja zaczęłam na nie pomstować w duchu – to właśnie to, czego nienawidzę w takich dziewczynach – obgadywania innych dziewczyn, które nie mają na sobie ciuchów ze znanymi metkami.
Grrrr… mam taki podły nastrój, bo jeszcze nie mogłam się z dziewczynami na ławce przed domem spotkać. A na gg nie ma Jagody, więc nie mam się komu wyżalić… :[[[ łeee

Aha:

2 komentarzy

i jeszcze teraz gadamy – nigdy nam nie dość :]

- około 10 wstałam;
- koło 11 rozczesywałam włosy w okropnym upale na balkonie;
- o 12 skończyłam śniadanie i czytać jakąś książkę… („Serce Saurona”? Nie! Faraona :]) ;
- o 16 przyszła po mnie Jagoda i w niemiłosiernym już upale ledwo doczłapałyśmy do parku;
- koło 17.30 dowlokłyśmy się do Alberta, gdzie (Boże, kocham supermarkety) za 69 groszy kupiłyśmy wodę mineralną i piłyśmy ją przez godzinę, siedząc na ławeczce w owym miejscu;
- koło 19 poszłyśmy do Anki i wyciągnęłyśmy ją o 20.15 na dwór;
- usiadłyśmy na naszej sławetnej już ławeczce i niemal na okrągło się śmiałyśmy ze wszystkiego i wszystkich;
- podczas naszego posiedzenia, pewien chłopak przechodzący obok, powiedział: „o, to te dziewczyny, co tu ciągle siedzą!”;
- o 21.30 (jak zwykle) rozeszłyśmy się do domów z postanowieniem, że jutro we trójkę pójdziemy do Benii.

End.


  • RSS