joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 5.2003

W przyszłym roku szkolnym wcielę się w Roxie Hart podczas przedstawienia w gimnazjum. Benia wpadła dziś do mnie (gra Velmę Kelly) i został na prędko opracowany plan. Z firanką jeszcze trzeba będzie skonsultować ostateczną obsadę: brakuje nam dwóch chłopaków :( Czeka mnie i resztę harówka co do nauki tańca i trochę mniejesza ze śpiewem.
W każdym razie niesamowicie się cieszę z tego: w końcu gram główną rolę! :) Marzyłam o tym, ale nie wierzyłam, że to się kiedyś spełni…

„Wszyscy ludzie, którzy naprawdę wierzą w siebie, znajdują się w domach wariatów.” G. K. Chesterton

I tym optymistycznym akcentem kończę tą notkę :)

Siedzę w domu – moja klasa pojechała do aquaparku, a kto nie pojechał ma wolne – i ściągam z KaZyY „Reaktywację” po angielsku – muszę się nauczyć wreszcie tego języka, więc się katuję filmami anglojęzycznymi bez napisów.
Jest cieplutko, spokojnie, nie pali się :)
Lubię takie dni, chociaż chciałabym mieć na dzisiaj zaplanowaną jedną „podróż”: do dentysty. Może i to dziwne, ale chciałabym właśnie tam się udać – chcę mieć już z głowy dość liczne problemy z moimi ząbkami.

Jak ładnie jest na dworze… :)

Z firanką i Jaszkiem w Karpaczu było nienaturalnie fajnie. Chodziliśmy do miasta, Jaszek oglądał z nami „Pokemon’a”, doszliśmy do równi pod Śnieżką, mieszkałyśmy w siódemkę w pokoju, było ognisko, itp.

Przy okazji „odkryłam” nowy gatunek interesującej muzyki – rock. Niemal na okrągło puszczam se P.O.D. „Sleeping awake” z „Reaktywacji” i Evanescence „Bring me to life” :)

Tylko nie wiem, czy mam jutro lekcje, czy moja klasa jedzie do Aquaparku… :)

Jutro raniutko wstanę i wybędę około 6.00 z Miriam i Vequare na dworzec PKS – zabieramy się z klasą „k”, firanką i Jaszkiem do Karpacza. Mam nadzieję, że przeżyjemy, bo będę chciała opisać tą wycieczkę :)

priestess.jpg
Your magical style is Priestess.

What type of Magic do you work?. Take the Magical Style Quiz by Paradox

Poniedziałek – pożar.
Poszłam do szkoły, po szkole policjant spisywał moje zeznania.

Wtorek.
Nie poszłam do szkoły, źle się czułam. ?Koło 14 przyszli dziennikarze ze „Słowa Polskiego”. Opowiedziałam im, co się stało, oczywiście nic nie dodałam od siebie – już ja znam dziennikarzy!

Środa.
Bombowiec i zboczeniec grasuje po mieście/osiedlu. Do szkoły nie wpuszczają bez pokazania legitymacji. Kupiłam „Słowo Polskie” – było zdjęcie sąsiada z naprzeciwka. Powypisywali durnoty. Chyba przestanę kupować jakiekolwiek gazety.
Miałam na 11.15 do dentysty. 146 się spóźniał, wsiadłam doń dopiero na dworcu, torturując się wcześniej 113. Potem zauważyłam reklamę „Newsweeka”. Nie mogłam się oprzeć – kupiłam.

Czwartek.
Jadę z 1″k” do Karpacza!! Ale to oznacza firankę i Jaszka 24h na dobę. Trudno, wytrzymam. Jadę z Miriam, Vequare, Anką i Jagodą.

Piątek.
Test z chemii. Odkąd polubiłam Jaszka, polubiłam chemię – nie ma w tym w sumie nic trudnego. Po lekcjach nie chciało mi się iść na kółko z polaka – miałam pisać p.k.
Przed szóstą wyszłyśmy z mamą do Gaju. Na podwórku sąsiadka z dołu się zagadała – 20 minut do tyłu. Potem jeszcze mama spotkała jakąś inną koleżankę. Ja widziałam tylko Oliwię. Internetu nadal nie ma. Grr…

Sobota.
Moje imieniny. Dzisiaj idę na „Reaktywację”. Posprzątałam kuchnię i po 11 poszłam do biblioteki – cholernie gorąco się zrobiło.
Po tym, jak Miriam odebrała z kasy bilety, ogarnęło nas zwątpienie: napisane było tylko „Matrix”, bez eee… podtytułu. Hania dzwoni do domu, mówi, że wszystkich ukili. Poszłyśmy na górę, do sali. Ze szczytu schodów zobaczyłam płynący napis na drzwiami naszej sali: Matrix Reaktywacja 9.00 12.00 15.00 18.00 21.00 24.00. Ze szczęścia podskoczyłam i pokazałam dziewczynom. Resztę kasy z biletów wydałyśmy na popcorn.
Film był fantastyczny, chociaż miał dziwny koniec. Na trailer „Rewolucji” (chyba 2minutowy) zostało ok. 10 osób, w tym my :)
Przez resztę dnia myślałam, do czasu „Eurowizji”, o której już pisałam. Zdziwiona tylko jestem, że Niemcy dali nam 12 punktów! W ogóle jeszcze lepiej, że wiedzą o naszym istnieniu… :)

Niedziela.
Pójddę o 14 na pizzę, potem nauczę Alkę na niemca :)

No, sorry, że tak dużo, ale musiałam te kilka dni bez netu nadrobić :)

Mam dziś imieniny.
Nikt mi nie złożył życzeń :(

W sumie, to na tle pozostałych „wykonawców” z innych krajów, wcale „Ich troje” nie wypadło tak źle.
Najgorsze jest to, że zamiast muzyki ambitnej (jak kilka lat temu) teraz na Eurowizji śpiewają cienki pop. Ludzie, co tam śpiewają nie mają głosu, albo są zagłuszani przez swój chórek, albo mają cieniutką piosenkę czy coś.
Najgorzej „zaśpiewał” Austriak – to nie była sztuka jaką jest muzyka, lecz szmira (słowa prezentera – zgadzam się), ładnie śpiewała Portugalka – Shakira.
Z Polski mogły być np. Brathanki albo Blue Cafe – chodzi o to, żeby oczarować wszystkich głosem lub muzyką, a nie odpychać od TV! Szkoda, że nikt na to już nie zwraca uwagi…

No, jak pisała Miriam, był u mnie pożar. Nie ma co: poniedziałkowa noc była gorąca!
Jakiś pyromaniak jest w mieście i podpala różne rzeczy, m.in. moją windę. Niestety moje drzwi są tuż obok drzwi windy, więc się zajęły ogniem. Około 3.15 (w nocy) Gollum mnie obudził, kazał się ubierać i wziąć dokumenty ze sobą na balkon. Idąc przedpokojem, przez wizjer można było zobaczyć kolor pomarańczowy – ogień. Dzwoniliśmy na numer policji, pogotowia i straży. Najszybciej byli ci pierwsi: „przyślijcie tu straż pożarną, rzeczywiście się pali”, mówił policjant (wg sąsiadki). My nie mogliśmy wyjść na korytarz: był pełen dymu i ognia, więc zostaliśmy na balkonie. Jak nam poszły kable od telefonu, Nazgul był wściekły. Zawołałam: „Leszek, telefon!!!” – chyba byłam najbardziej „trzeźwa” z nas wszystkich… Później chłopcy zaczęli gasić nasze drzwi: otwierali, lali wodę i zamykali z powrotem. Drzwi windy otwarte były na kilka centymetrów. Później akcję rozpoczęli strażacy – na ich przyjazd czekaliśmy prawie dwadzieścia minut(!), chociaż mają siedzibę ze 200 metrów od nas.

Dzięki Bogu, nikomu nic się nie stało. Teraz tylko strasznie śmierdzi. No i musieliśmy do dzisiaj czekać na Internet…
Ja chyba nadal jestem w szoku :)

Jeeeeju, właśnie wróciłam z „Matrix: Reaktywacja”. Cuuuuuuuudo!
I nie obchodzi mnie, że komuś się nie podobało: było bosko i już!


  • RSS