joaa.

no hidden catch, no strings attached. just words.

Wpisy z okresu: 4.2003

Ufff. (trzy głębokie oddechy)
Czekałam godzinę na komputer, chociaż było umówione na piętanście minut.
Ufff, deszcz pada. Ja też zaraz padnę.
Już dygotałam na łóżku ze złości.
Nieeee no!!! Ludzie nie wkurzajcie mnieeee!! Jeszcze teraz mi mama wypomina, że „już za późno”, pfi! a „dzięki” komu dopiero teraz mogłam usiąść? No i Gollum: masz 12 minut, PFI!
Ja nie mogę innych wywalać sprzed kompa, tylko mnie, prawda?
Naprawdę, zaraz kogoś ukile – pewnie jakiegoś mucha, czy co (jak się znajdzie)
Grrr… Nie denerwować mnie!

:) Szkoda, że tylko namiastka…
W każdym razie, dzisiejszy wpis Vequare jest aż nazbyt prawdziwy, niestety. Nauczyciele mają gdzieś nas, obchodzi ich tylko swój przedmiot. Zupełnie, jakby zapomnieli, że kiedyś też byli uczniami. Na dodatek, zmienią chemika na jakąś wreeeedną babę.
I jak tu żyć?

Ja cem wakacjeee!!

Przed chwilą ponownie maniakalnie, itp. :) obejrzałam trailer do TTT. Jak pomyślę, że jeszcze 3 lutego praktycznie nic nie obchodził mnie LotR to się wzdrygam. Pamiętam, że jak po raz pierwszy na kompie oglądałam (po raz pierwszy w ogóle) ten krótki filmik to zrobił na mnie wrażenie, ale nie wiedziałam, że to się dalej tak potoczy. To nawet lepiej, że nie wiedziałam. Dzięki temu w kinie miałam pełne zaskoczenie i unforgettible przeżycia :)
A są ludzie, którzy oglądną RotK przed premierą…
Jak tak można?
Ja w chwilach słabości (takowe na pewno będą) oglądnę sobie dwa lub trzy razy pod rząd trailer :)
Ale nie film, broń Eru! ;)

Eee…?

Brak komentarzy

Dlaczego ja właściwie tu to wszystko piszę? Przecież nikt tego nie czyta :( Może przestanę? Kto jest przeciw, niech pisze komentarz! Mogę się jeszcze zastanowić (nie wierzcie mi)…

Autograf…

Brak komentarzy

Dzisiaj rano miałam straaaaszną ochotę napisać wiersz, a raczej moją wersję „Three Rings…” – po polsku, oczywiście :) Napisałam, ale to nie był koniec. Wymyślił mi się też kawałek innego wiersza, mam nadzieję, że kiedyś go skończę :) W każdym razie, na informatyce nudziłam się, bo robociła się tym razem Vequare. Próbowałam skończyć drugie dzieło, ale siedziałam bez weny, zmartwiona (poetycka melancholia ;) Iwonka zapytała się mnie, co robię, a ja na to, że nie mam weny :) No i wyszło, że dałam jej utwór no1. przeczytać, a ona, jak skończyła czytać: „Ale fajne, ty pisarką będziesz, ja jako pierwsza kupię tomik twoich wierszy! Mam nadzieję, że dasz mi podpis w książce, co?” Powiedziałam, że mogę dać jej już teraz, tylko niech mi da kartkę, czy coś. Przyniosła zeszyt, podpisałam się, Iwonka była hepi :) Tylko się zapytała, czy to mój pierwszy autograf. Ja na to, że tak, ale w tym roku (fakt, jeszcze nie rozdawałam wcześniej: chce ktoś?) :)

Nie chcę!
No, może nie „nie chcę”, tylko jeszcze nie teraz…
Za wcześnie, jeszcze nie chcę go żegnać.
Dzięki Bogu, że mamy chociaż czas do lipca…
Będzie mi smutno bez ciebie, Nazgul… :(

rok 1997 – powódź
Turawa, niedaleko Opola. Uparłam się, żeby po pierwszej klasie pojechać na kolonie. Ledwo wytrzymałam te dwa tygodnie. Nad zanieczyszczonym jeziorem, w domkach śmierdziało – warunki nieludzkie. Nauka gry w tenisa, jazdy na koniu (przerabiałam w zerówce) i tańca (umiem od dawna :) Gdyby nam dali spokój z tenisem, byłoby lepiej :)

rok 1998, 1999
Pogorzelica, obok Niechorza. Noooo, mile zaskoczona – warunki co najmniej milion razy lepsze niż w Turawie. Pół dnia siedzimy na plaży. Domki wygodne (kibel nie śmierdzi, itp. :) Na drugim wyjeździe skumplowałam się z obozowiczami. Wtedy też w domku miałyśmy przysnic (jupi! :D ) W ogóle w tym drugim domku było lepiej – dwa wyjścia (jedno zawsze otwarte podczas dyskotek), co prawda mieszkałyśmy w ósemkę, ale było weselej – wcześniej byłyśmy we dwie w sześcioosobowym domku.

2001 rok
Znowu Pogorzelica. Wtedy było chyba najgorzej, ze względu na współlokatorki. Brrrr. Dzięki Bogu TE dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasnął.

2002 rok – obóz
Pogorzelica :) Łooohoho! Ile piwa się lało, nie zliczy nikt :) Ja jestem abstynentką, więc cały czas byłam trzeźwa jak sędzia, może i lepiej. Miałam niesamowity ubaw z wyczynów moich kumpeli z namiotu (pełno pająków i karaluchów – fuj!) i chłopaków z reszty obozu. Naprawdę: czego ludzie nie robią pod wpływem alkoholu i papierosów?

Na wycieczkach klasowych było spokojniej – nikt (z tego, co wiem) nie pił i nie palił (nie było się z czego pośmiać ;) W piątej klasie pojechaliśmy do Ostrej Góry. Fajnie było: śniadanie do łóżka (za późno wstawałyśmy – dlatego nam przynosili :) , na obiad do Czech, a kolację zastępowano ogniskiem – żyć nie umierać!
W zeszłym roku byliśmy w Karpaczu na jedną noc – i dobrze, bo bym dłużej nie wytrzymała ;) Telefony dzwoniły CAŁĄ NOC – zero snu, zresztą chłopaki cały czas u nas siedzieli i oglądali z nami TV – jak tu spać? Dopiero koło 4 nad ranem ucięłyśmy se po krótkiej drzemce.

No, to by były wielkie skróty – wszystkiego nie da się opisać. Ciekawe, co będzie w tym roku: jedziemy z klasą „i” – prafie nikogo fajnego nie ma – i jestem w pokoju z Miriam, może i Vequare. Pefnie Marlin z Tinuviel będą u nas dłuuuugo siedzieć – i dobrze :)

Lay’a zrobił mi Gollum – uczynne zwierzątko ;)

Mam lay’a

Brak komentarzy

No, zmieniło się tu troszkę, co?

Sory, że nie pisałam kilka dni, ale coś mi się z kabelkiem od neta porąbało. Na szczęście już wszystko jest oki, więc se piszę :)
Jednak jadę na „zieloną szkołę” – przekonałam mamę – jupi! :)
Tak przy okazji wspominam sobie te wszystkie inne dłuższe wycieczki klasowe i te podczas wakacji. Ech, co za życie w tamtych miejscach było! :)

Mam nadzieję, że firanka naprawdę się pochorowała – nie chcę jutro pisać tej cholernej klasówki z jeszcze bardziej cholernych Krzyżaków znacznie bardziej cholernego i wrednego Sienkiewicza.

Oto fragment jednego z listów Froda do Bilba B. od Balroga, odcyfrowany przez Anyę. Zaznaczam, że warto przeczytać całość, jednak ja nie podaję adresu witrynki – to moja słodziutka tajemnica :) :P

Kochany Bilbo!

W tym liście miałem Ci opisać, co działo się w Rivendell. Na naradzie u Elronda zaszło drobne nieporozumienie. Najpierw podszedł do mnie Aragorn i powiedział podniesionym tonem:
- Masz mój miecz!
- I mój łuk!! – dodał poirytowany Legolas.
- I mój topór!!!! – wrzasnął na dobre rozgniewany Gimli.
- I mój Pierścień – stwierdził jakiś głos.

Wszyscy chcieli się na mnie rzucić i odebrać mi siłą te przedmioty. Na szczęście uratował mnie Elrond:
- Spokojnie, panowie! Potrafię go wyleczyć z tej kleptomanii.
Kazał mi powtórzyć strasznie długie zaklęcie: „Ceterum conseo Carthaginam delendam esse”, a następnie wypić litr piwa i zjeść grzybka oraz wypalić fajkę. Wtedy Aragorn ze słowami „Ranisz mi serce” oddalił się, by w spokoju oddać się przeżuwaniu gumy. (Biedaczek, nie może znieść, gdy inni palą). Na szczęście trochę go uspokaja żucie gumy, a szczególnie robienie balonów, jednak to z kolei strasznie denerwuje Gandalfa.
W każdym razie Elrond uleczył mnie z kleptomanii. Oddałem broń przyjaciołom i przeprosiłem ich. Pierścienia jeszcze nie zwróciłem, ustaliliśmy, że lepiej zanieść go do Mordoru i oddać Sauronowi do rąk własnych.

Mama mi przed chwilą powiedziała, że babcia jest w szpitalu, chyba miała zawał…


  • RSS